Największe firmy z reguły płacą swoim praktykantom. Ale nie wszystkie. Im dłuższy staż, tym większa szansa na wynagrodzenie.
Decyzja, czy płacić praktykantom za ich pracę, czy nie, zależy tylko od firm organizujących praktyki. Zainteresowanie zdobywaniem doświadczenia zawodowego jest tak duże, że studentom teoretycznie można by nie płacić. Ale nie wszystkie firmy mają takie podejście.
- Nasi praktykanci dostają wynagrodzenie, ponieważ nie ma powodu, żeby nie byli opłacani, skoro wykonują podobne zadania, jak zatrudnieni u nas konsultanci - mówi Małgorzata Noceń, Recruitment Manager z McKinsey.
Podobnie jest w innych międzynarodowych firmach doradczych i audytorskich, np. w PricewaterhouseCoopers. - Zakładamy, że osoba, która rozpoczyna u nas staż, zostanie naszym przyszłym pracownikiem - mówi Aleksandra Turkowid z działu rekrutacji.
- Dlatego też powierzamy jej samodzielne zadania, które wykonuje pod okiem naszego pracownika. Praktyka w naszej firmie jest praktyką na pełny etat. Uznajemy, że za pracę, którą wykonuje student, należy się wynagrodzenie. Mamy biura w Gdańsku, Krakowie, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu. Kiedy trafiają do nas osoby spoza tych miast, chcemy zapewnić im możliwość utrzymania się.
Na wynagrodzenie mogą liczyć stażyści między innymi w takich firmach, jak Masterfoods, Procter & Gamble, Philip Morris, Polkomtel SA czy Bank Handlowy. Masterfoods płacił w zeszłym roku swoim praktykantom około 3 tysięcy złotych (brutto), zaś Philip Morris - ok. 2-3 tys (brutto). Jednak większość praktykantów otrzymuje pensje w wysokości około 1000 zł (w Polkomtelu płaca praktykanta wynosiła 800-900 złotych brutto).
Są też firmy, gdzie wynagrodzenie jest ustalane indywidualnie, zależy od kandydata i działu, w jakim odbywa staż (GlaxoSmithKline) lub też uzależnione jest od sposobu, w jaki stażysta trafi do firmy, np. w Telekomunikacji Polskiej tylko laureaci konkursów (np. Grasz o staż) otrzymują wynagrodzenie.
Taką strategię stosują nie tylko urzędy administracji publicznej czy samorządowej, w których z założenia nie płaci się stażystom, ale także organizacje biznesowe. Wytłumaczenie jest proste – firma i tak ponosi koszty związane z praktykantem: udostępnia mu sprzęt, inni pracownicy poświęcają mu swój czas.
- Nasza firma nie płaci praktykantom, ponieważ tak naprawdę, to my powinniśmy brać od nich pieniądze - mówi Lidia Marcinkowska z agencji public relations Neuron. - Opiekujemy się naszymi praktykantami, na początku musimy ich nauczyć mnóstwa nowych rzeczy. W rzeczywistości praktykant więcej wynosi z naszej firmy niż do niej wnosi.
Na wynagrodzenie nie mogą też liczyć stażyści m.in. w wydawnictwie Murator, w Polskiej Telefonii Cyfrowej czy BRE Banku SA.
Wiele firm organizuje kilkumiesięczne, płatne praktyki dla studentów starszych lat i absolwentów. Takie staże przygotowują do stałej pracy, często na kierowniczych stanowiskach, a oferują je koncerny FMCG (Unilever, Procter & Gamble, Grupa Żywiec), firmy handlowe (Leroy Merlin, Jeronimo Martins) czy instytucje finansowe (Bank BPH).