Koniec praktyki studenckiej dla jednych może być początkiem wakacji, ale dla innych oznacza dopiero... początek pracy. Jak sprawić, by po praktyce firma zaproponowała stałą pracę?
Na dzisiejszym rynku pracy taka propozycja jest niemal nie do odrzucenia. Jeśli udało nam się dostać na praktykę zgodną z zainteresowaniami, to dlaczego nie mielibyśmy zostać w tej firmie na dłużej, skoro nam to proponują? Co zrobić, żeby wyróżnić się spośród innych praktykantów? Jak skutecznie "powalczyć" o miejsce pracy?
Oczywiście, pracodawca musi mieć środki na zatrudnienie nowego pracownika. Bez tego trudno marzyć o pozostaniu w firmie - chyba, że kosztem kogoś już zatrudnionego... Jeśli jednak firma chce kogoś zatrudnić, reszta zostaje w rękach praktykanta.
Uczyć się, uczyć się...
W dobrej firmie praktykant jest osobą, która ma nauczyć się czegoś podczas stażu. Chcąc zrobić dobre wrażenie, warto pokazać, że uczenie się nie sprawia kłopotu i jest przyjemnością. To ważna cecha przyszłego kandydata. Praktykant powinien słuchać i jeśli czegoś nie jest pewien - pytać. Po pierwsze, dzięki temu lepiej wypełni obowiązki, po drugie - pokaże przełożonemu, że mu zależy na dobrym wykonaniu zadania.
Praktykanci narzekają czasem, że nie mają zbyt wiele do roboty i spędzają czas na surfowaniu po Internecie lub na innym interesującym zajęciu. To błąd. Jeśli wypełnienie wszystkich obowiązków zajmuje mniej czasu niż przewidział szef, warto pójść do niego i powiedzieć, że chce się dostać jakieś nowe zadania - może trudniejsze, może ważniejsze dla firmy?
Dobrym pomysłem jest poproszenie o możliwość uczestniczenia w zebraniach. Praktykant ma szansę dowiedzieć się więcej o firmie i jej działalności. Zostaje zauważony przez innych pracowników. Nie tylko przez kolegów z pokoju czy bezpośredniego przełożonego.
To "obycie" może później procentować... Uczestnicząc w zebraniach można odważyć się i zabrać głos. Ale uwaga!!! - strzegają spytani przez nas pracodawcy - niech to będą przemyślane pomysły czy propozycje. Lepiej nic nie powiedzieć niż się wygłupić. Może rozwiązaniem jest najpierw porozmawiać na ten temat z przełożonym, a dopiero później dzielić się tym z pozostałymi pracownikami?
Z pokorą
Trzeba pamiętać o pokorze. Praktykant jest osobą często bez doświadczenia, potrzebnej wiedzy, stoi niżej w hierarchii służbowej niż pozostali pracownicy. Trzeba się z tym pogodzić.
Nie ma znaczenia, jak praktykant ocenia swój potencjał, czy zna więcej języków niż przełożony lub więcej programów komputerowych. Praktykant musi słuchać i być posłusznym. Co nie oznacza oczywiście, że wskazane jest przesadne zabieganie o sympatię przełożonego. Takie zachowanie mogłoby budzić równie dużą niechęć, jak manifestowanie swojej wartości.
Michał Wysocki, Unilever - pracuje od 2001 roku, najpierw praktyka, potem – stała praca:
Przede wszystkim trzeba mieć szczęście i trafić na okres, w którym akurat kogoś poszukują. A to nie jest zależne od praktykanta.
To, na co można mieć wpływ, to przede wszystkim solidność. Przez pierwszy miesiąc dobrze jest się specjalnie nie wychylać - przychodzić wcześnie, wychodzić późno i robić wszystko, co do ciebie należy - po cichu i z pokorą. Zlecane zadania robić jak najrzetelniej, ale jednocześnie szybko.
Po jakimś miesiącu, jak już wszyscy się przyzwyczają, ze jesteś bardzo wydajny, można zacząć się pokazywać. Należy jak najwięcej dyskutować, wychodzić z własnymi pomysłami.
Trzeba się pokazać ze strony kreatywności - nowe, świeże pomysły są zawsze w cenie. Nie bez znaczenia jest również czynnik ludzki - jeśli ludzie cię polubią, to będą cię pamiętać, kiedy powstanie jakiś wakat.
Dlatego ważne jest by spędzać z ludźmi sporo czasu, chodzić na wspólne lunche, poznać innych i dać poznać siebie.