Sprawni w pracy

Co renciście się opłaca?


Kiedy w 2004 roku Minister Finansów Jerzy Hausner przedstawił plan weryfikacji rent, na prawie 3 mln polskich rencistów padł blady strach. Ostatecznie projekt wycofano. Ale strach rencistów pozostał.

Polska wydaje aż 4 proc. PKB na renty, co jest światowym rekordem (dla porównania we Włoszech wskaźnik wynosi 0,99 proc., w Hiszpanii 1,34 proc., zaś w Czechach - 1,68 proc.). Trudno więc dziwić się ministrowi, że postanowił ten wskaźnik zmniejszyć, proponując weryfikację rent. Jego determinację potęgowały opisywane liczne przypadki przyznawania "lewych" świadczeń przez lekarzy orzeczników, na skutek wyłudzania czy wręcz kupowania rent. Padały także głosy, że renciści psują rynek pracy, ponieważ pracodawcom opłaca się zatrudniać ich na czarno, bo nie muszą odprowadzać składek na ubezpieczenie; że odbierają pracę bezrobotnym.

Ponadto wiele osób po wypadkach pomimo zdolności do pracy stara się o rentę, bo nie chce im się już pracować. Nie brakuje też ludzi, którzy przestają pracować, ponieważ łatwo zdobyć rentę, ale i takich, którzy starają się o rentę z powodu utraty pracy. Najpierw rejestrują się jako bezrobotni, a gdy kończy się prawo do zasiłku, załatwiają sobie rentę. Są w Polsce regiony (szczególnie te o wysokim bezrobociu), gdzie ponad 30 proc. dorosłych mieszkańców pobiera rentę. Dla wielu rodzin jest ona jedynym dochodem.

Autorzy raportu o Polsce przygotowanego dla Banku Światowego piszą wprost, że z powodu liczby rent "Polska stała się chorym człowiekiem Europy". Ich zdaniem miliony Polaków wykorzystują system świadczeń rentowych jako sposób na życie.

Determinacja ministra Hausnera nie na wiele się zdała. Projekt wywołał falę ostrej krytyki. Oburzeni renciści i organizacje osób niepełnosprawnych zarzucili ministerstwu plany oszczędzania na najsłabszej grupie społecznej. Uprzedzano również, że uchwalony projekt zostanie zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego jako niezgodny z konstytucją. Rząd więc odłożył kwestię "weryfikacji" na potem i rozpoczął pracę nad nowym "oszczędnościowym" projektem.

Mimo że groźba przeprowadzenia weryfikacji rent została zażegnana, wśród osób niepełnosprawnych pozostały tak duże obawy, że wielu nadal wydzwania do różnych urzędów i punktów informacyjnych z pytaniami w tej sprawie. Wiele takich telefonów odbiera też Centrum Informacyjne dla Osób Niepełnosprawnych w Warszawie. - W tej chwili nie ma przepisów, które pozwalałyby prowadzić jakąkolwiek weryfikację. Obecnie istnieje tylko nadzór, a więc kontrola wydawanych orzeczeń. ZUS nie prowadzi żadnej weryfikacji - wyjaśnia Dyrektor Departamentu Orzecznictwa Lekarskiego ZUS Grażyna Kaplicka.

Co się komu opłaca

W Polsce 1/3 dorosłych osób to emeryci i renciści (ponad 9 mln). Przypuszcza się, że nawet połowa rencistów to osoby, które wyłudziły świadczenia rentowe bądź otrzymują je pomimo zdolności do pracy (przeciętna wysokość renty wypłacanej z ZUS wynosi ok. 850 zł). Pozostała grupa to osoby niepełnosprawne niezdolne do podjęcia zatrudnienia. Ale tak w pierwszej, jak i w drugiej grupie jest sporo osób dorabiających do renty -  najczęściej jednak na czarno.

42-letni Zenon S. z województwa pomorskiego ma orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, na utrzymaniu chorą żonę i dwoje dzieci. - Rentę bez problemów otrzymałem pięć lat temu - opowiada Zenon S. - Ale za 600 zł nie da się wyżyć. Wiem, że mogę do renty dorobić, ale to oznacza, że wtedy ZUS na pewno będzie robił wszystko, by mi ją odebrać. Dlatego pracuję na czarno, sprzedając owoce. Razem z rentą wyciągam 2500 zł miesięcznie.

Wielu niepełnosprawnych obawia się utraty renty w przypadku podjęcia pracy. Na pytanie "dlaczego nie podejmują pracy, skoro mogą zarobić więcej?", zwykle odpowiadają, że "nie opłaca się pracować za 500 zł". Możliwość podwojenia dochodów nie jest dla nich argumentem, skoro połowę tej sumy mają za darmo.

Interesującą sondę na ten temat przeprowadził niedawno nasz portal. Pytaliśmy, niepełnosprawnych internautów o ich stosunek do pracy i renty. Pytanie brzmiało: "Co się w Polsce bardziej niepełnosprawnym opłaca: pracować, być na rencie czy być na rencie i pracować na czarno?". Zdecydowana większość głosujących, aż 73 proc., wybrała ostatni wariant, czyli pobieranie renty i jednoczesną nielegalną pracę. 22 proc. wybrało jako najbardziej opłacalną pracę, natomiast na rentę wskazało 5 proc.

Trudno się dziwić, że prawie 3/4 osób jest przekonanych, że niepełnosprawni najwięcej zyskują, gdy uda im się zachować rentę i znaleźć nielegalną pracę. Dane z PFRON za ubiegły rok pokazują, że średnia miesięczna płaca osób niepełnosprawnych wynosiła 1100 zł brutto. I mimo że przepisy nie zabraniają pracować osobom niepełnosprawnym pobierającym renty, to zdecydowana większość po niedawnej groźbie weryfikacji tylko umocniła się w przekonaniu, że legalne dorabianie nie opłaca się, bo grozi odebraniem renty.

- Przepisy nie zakazują podjęcia pracy przez rencistów - potwierdza Anna Warchoł, rzecznik ZUS. - Istnieją tylko limity, ile można dorobić bez obawy odebrania świadczenia rentowego. Nie może to być więcej niż 130 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Wtedy dopiero świadczenie zostaje zawieszone.

Dorabianie "na kłamstwo"

Ile jest wszystkich osób niepełnosprawnych dorabiających legalnie i na czarno do renty - nie wiadomo. Przypuszcza się, że wielkości te wahają się w granicach 14-20 proc. Nieznana jest także liczba niepełnosprawnych figurujących na fikcyjnych listach pracowników, jako tzw. martwe dusze. PFRON udaje się w wyniku kontroli niekiedy wykryć oszukujących pracodawców, ale to prawdopodobnie tylko garstka. Niepełnosprawni za 200-400 zł godzą się na przekazanie pracodawcom swoich danych, aby ci mogli wyłudzić z PFRON pieniądze na dofinansowanie i ulgi. Tak czy inaczej, te zatrudnione, lecz niepracujące martwe dusze należy również zaliczyć do dorabiających, choć raczej nie na czarno, ile "na kłamstwo".

- Przez kilkanaście lat pracowałem w firmie jako doradca - wspomina Władysław R. z województwa śląskiego. - Z powodu ciężkiej niepełnosprawności było mi coraz trudniej dojeżdżać do pracy. Ale nie zostałem zwolniony. Oficjalnie pracuję, tyle że w domu. W rzeczywistości jednak podpisuję tylko, co trzeba, za co w każdym miesiącu dostaję 500 zł.

Istnieje jednak grupa osób niepełnosprawnych, która nie stara się dorobić do renty, ponieważ jest przekonana, że nie może pracować. Dlatego w ogóle nie poszukują takich możliwości. Wszystko przez sformułowanie: "Niezdolny do pracy", jakie widnieje w ich orzeczeniu rentowym. Choć stwierdzenie to stosuje się wyłącznie dla celów przyznania świadczeń rentowych, może sugerować - i wielu tak właśnie sądzi - przeciwwskazanie do podjęcia pracy. W orzeczeniach sprzed 1997 roku wpisywano: "Żadna praca".  I choć terminologia uległa zmianie, to obydwa sformułowania sugerują to samo: "Do pracy się nie nadaje". Faktycznie jednak większość osób niepełnosprawnych mimo posiadanych ograniczeń może wykonywać jakąś pracę. I dlatego właśnie - jak wyjaśniają w ZUS - wydaje się im renty tylko na pewien okres.

Takie orzeczenie oznacza, że jej posiadacz rokuje nadzieję na odzyskanie zdolności do pracy. Natomiast orzeczenie o trwałej niezdolności do pracy wskazuje, że nie ma rokowań na przywrócenie tej zdolności. Paradoks polega na tym, że jest całkiem spora grupa niepełnosprawnych  z orzeczeniem o trwałej niezdolności do pracy i znacznym stopniu niepełnosprawności, a więc "nierokujących przywrócenia zdolności do pracy", którzy pracują i to ciężko. Mało tego, mają także wpis, że nie są zdolni "do samodzielnej egzystencji".

Trudno zatem dziwić się tym, którzy nie mogą się połapać w tej sprawie. Kłopoty z prawidłową interpretacją tego rodzaju sformułowań mają niekiedy również pracodawcy, którzy na widok osoby niepełnosprawnej pytającej ich o możliwość dorobienia, odpowiadają, że przecież w orzeczeniu wyraźnie jest napisane, że do pracy są one niezdolne. Nie zatrudnią więc kogoś, kto nie może pracować. Wielu niepełnosprawnych ma również problemy z odróżnieniem orzeczenia o świadczeniach rentowych od orzeczenia o stopniu niepełnosprawności (patrz ramka "Orzeczenia").

Stan zagrożenia

Renciści nie mogą jednak spać zupełnie spokojnie. Przynajmniej część z nich. Choć weryfikacja rent została wstrzymana, nie oznacza to, że ZUS nie prowadzi własnej kontroli. Prowadzi i to coraz skuteczniej. Przepisy obowiązujące od 1997 roku dają mu prawo wzywania rencistów na powtórne badania, a prezesowi ZUS prawo do nadzoru nad orzecznictwem lekarskim. W praktyce oznacza to, że jeśli ZUS zauważy, że któryś z orzeczników przyznawał renty nieuczciwie, może skontrolować wszystkie osoby skierowane na rentę przez tego właśnie lekarza. ZUS może także sprawdzić osoby, na które został złożony donos, że nieuczciwie otrzymują rentę mimo dobrego stanu zdrowia. Taki rencista musi stawić się na powtórne badania pod groźbą utraty prawa do świadczenia.

Dowodem na to, że ZUS prowadzi taką kontrolę jest spadająca każdego roku liczba - średnio o 70 tys. - przyznawanych nowych rent. Wystarczy porównać: w 1991 roku przyznano ich 300 tys., w 1997 roku ok. 155 tys., a w 2003 już tylko 67 tys. Oznacza to, że podczas kolejnych badań lekarze orzecznicy uznali, że rehabilitacja na tyle poprawiła stan zdrowia rencistów, że są zdolni do pracy.

- W tej chwili większość rent przyznawana jest okresowo. Po upływie czasu trzeba ponownie złożyć wniosek o świadczenie. Podczas orzekania bierzemy również pod uwagę kwalifikacje, jakie ma dana osoba, możliwości wykonywania poprzedniej pracy, a nawet przekwalifikowania się - dodaje Grażyna Kaplicka.

Niestety, osoby niepełnosprawne ubiegające się o rentę wciąż sądzą, że należy się ona "za chorobę" lub "inwalidztwo". Kiedyś faktycznie z takiego klucza były przyznawane. Dziś lekarze orzecznicy mają obowiązek sprawdzenia, w jaki sposób choroba lub niepełnosprawność przeszkadza wnioskodawcy w wykonywaniu zawodu, przekwalifikowaniu się i podjęciu przez niego pracy. Jeśli stwierdzą u niego poprawę stanu zdrowia, najprawdopodobniej renta zostanie wstrzymana. Warto zatem wiedzieć, że uszczerbek na zdrowiu nie jest jedynym powodem, który bierze się pod uwagę podczas orzekania o niezdolności do pracy.

Sądowe potyczki

W przypadku odebrania bądź nieprzyznania renty przez ZUS prawie wszystkie osoby odwołują się od tej decyzji do sądu. W 2003 roku odwołania złożyło aż 95 100 osób. Sąd uwzględnił tylko 1/3 z nich. Tym samym przyznał, że w pozostałych 2/3 przypadków ZUS postąpił właściwie. Obecnie odwoływanie się jest jeszcze trudniejsze. Od ubiegłego roku wnioski o rentę opiniują nie tylko lekarze orzecznicy, ale także komisje. Oznacza to, że jeżeli wnioskodawca odwoła się od decyzji wydanej przez lekarza, lecz wcześniej nie zgłosił sprzeciwu w komisji, to jego odwołanie w ogóle nie jest rozpatrywane. Nie wiadomo natomiast, jaki ostateczny kształt prawny będzie miał projekt zmiany ustawy o emeryturach i rentach, w którym zamierza się zupełnie wycofać orzeczenia z całkowitą i trwałą niezdolnością do pracy, a dopuścić okresową niezdolność z maksymalną granicą pięciu lat.

Prędzej czy później, rząd wróci też do pomysłu likwidacji lub ograniczenia możliwości dorabiania do renty. Wpływ na tę decyzję z pewnością będzie miało członkostwo Polski w UE z uwagi na fakt, że w krajach Unii renciści nie mogą dorabiać. U nas większość rencistów mogących pracować boi się podjąć pracę, bo pracując, dają sygnał ZUS, że są do niej zdolni. Wolą więc trzymać się pewnej, choć niewielkiej renty, niż wybierać niepewną, choć lepiej płatną pracę.

Utraty renty boją się również osoby niepełnosprawne, którym świadczenie przyznano na podstawie rzeczywistej utraty zdolności do pracy. Z drugiej strony trudno dziwić się ZUS, że nie chce płacić pracującym rencistom, którzy nieźle sobie radzą, lub rentę załatwili "na lewo".

Odpowiedź na pytanie: "Co niepełnosprawnemu bardziej się dzisiaj opłaca, być na rencie czy pracować? - jest gorzka.

Dzisiaj w Polsce najbardziej opłaca się omijać prawo. I wielu tak robi - niepełnosprawni za 300 zł sprzedają swoje dane osobowe, by zostać "martwą duszą", a pracodawcy wyłudzają z PFRON pieniądze na fikcyjne stanowiska. Patologii tej nie rozwiązuje ciągle nowelizowane prawo o zatrudnieniu osób niepełnosprawnych ani kontrola PFRON. Na pewno jej istnieniu sprzyja brak przejrzystych przepisów oraz korzystanie w niewielkim stopniu z europejskich rozwiązań. Na taką rzeczywistość wciąż, niestety, czekamy.

Bez prawa pracy

Gdy chciałam zarejestrować się w Biurze Pracy, zażądano ode mnie zaświadczenia o rezygnacji z zasiłku, jaki otrzymuję z racji opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem. Nie mogę jednak zrezygnować z zasiłku, gdyż nie utrzymam rodziny. Chciałam dorobić do zasiłku, aby podreperować domowy budżet i nie być zdaną wyłącznie na państwową opiekę. Rozumiem, że zasiłek otrzymałam w celu "sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem", ale przecież nie "wiszę" nad nim przez całą dobę. Na przykład wieczorem mam czas wolny, który mogłabym spędzać bardziej produktywnie. Zawsze znajdzie się czas choćby na zatrudnienie w systemie chałupniczym czy sprzątanie rano. Miałam szansę zarobić 200 zł miesięcznie za sprzątanie zakładu fryzjerskiego, co zabierałoby mi godzinę dziennie. Bałam się jednak pracować "na lewo", bo jak ktoś zobaczyłby i doniósł - straciłabym zasiłek. Legalnie również nie mogę podjąć pracy, gdyż za taką sumę wszyscy nie wyżyjemy. Przepisy pozwalają na to, aby emeryci i renciści mogli dorabiać do przyznanego im świadczenia. Rozumiem, że emeryci i renciści mają ciężkie życie, drogie leki, utrzymanie i opłaty. Oni potrzebują, a niepełnosprawne dziecko - nie?  Świadomość, że żyję kosztem innych do przyjemnych nie należy. Może chociaż  w nieznacznym stopniu odciążymy budżet, jeśli się nam na to pozwoli? Gosia z woj. dolnośląskiego

Orzeczenia

Osoby niepełnosprawne mają problemy z odróżnieniem orzeczenia o stopniu niepełnosprawności od orzeczenia o niezdolności do pracy. To pierwsze wydają Powiatowe Zespoły ds. Orzecznictwa o Stopniu Niepełnosprawności, określając stopień niepełnosprawności (lekki, umiarkowany, znaczny). Nie jest ono podstawą starań o świadczenia rentowe ale daje możliwość korzystania z ulg i uprawnień - ulgi podatkowe, za abonament RTV, zniżki PKP i PKS, itp. Natomiast orzeczenie o niezdolności do pracy wydaje tylko ZUS, określa ono jedynie stan zdolności do pracy, a przyznana renta ma wyrównać obniżone zdolności do zarobkowania. Pobierając rentę, można pracować. Orzeczenie o stopniu niepełnosprawności nie daje jednak gwarancji otrzymania świadczeń rentowych z ZUS, natomiast samo orzeczenie o niezdolności do pracy nie jest równoznaczne z prawem do renty.

Piotr Stanisławski

Artykuł pochodzi ze strony www.niepelnosprawni.info