praca, oferty pracy

Szansa na solidarność


Coraz popularniejsze w Polsce stają się spółdzielnie socjalne. Choć nie powstały one tylko, aby wspierać zatrudnienie osób niepełnosprawnych, mogą stać się formą ich aktywizacji, ale przede wszystkim stwarzają im szansę decydowania o swoim życiu zawodowym.

Impulsem do rozwoju ekonomii społecznej we Włoszech było uchwalenie ustawy dotyczącej właśnie spółdzielni społecznych. W lipcu 2006 roku również Polska doczekała się podobnej ustawy. Nowe regulacje powinny w jeszcze większym stopniu zachęcić osoby niepełnosprawne oraz organizacje działające na ich rzecz, do podjęcia ryzyka zmierzenia się z rynkiem. Rozpoczął się okres, oby twórczy, oczekiwania na to, czy teoria stanie się zaczynem dobrej praktyki.

W wielu krajach Europy ruch ekonomii społecznej, a co za tym idzie przedsiębiorstwa socjalne rozwijają się dłużej niż w Polsce. Mamy jednak tradycję spółdzielczości przedwojennej oraz ruch "Solidarność", które powinny być dobrym gruntem do rozwijania się przedsiębiorstw, których głównym priorytetem nie jest pomnażanie kapitału, ale realizowanie celu społecznego, m.in. integracji grup szczególnie zagrożonych wykluczeniem zawodowym i społecznym. Tutaj otwiera się przestrzeń aktywności dla osób niepełnosprawnych i organizacji pozarządowych.

Od teorii

Warto zwrócić uwagę, że niekorzystna sytuacja na rynku pracy np. osób niepełnosprawnych jest często zdeterminowana przez brak u pracodawców odpowiedniej informacji dotyczącej efektywności w pracy tych osób i znajomości warunków, które na nią wpływają. Zdaniem Carlo Borzaga i Alceste Santuari dobre przystosowanie się pracowników do warunków pracy wymaga określenia odpowiedniego "zawodu – takiego, który umożliwiłby im w najlepszy sposób wykorzystanie ich umiejętności i/lub zapewnił szkolenie potrzebne do rozwijania zdolności, których im brakuje" (C. Borzaga, A. Santuari, "Przedsiębiorstwa społeczne we Włoszech - doświadczenia spółdzielni społecznych", MPiPS, Warszawa 2005, s.43). Pracodawcy nie zawsze są gotowi do analizowania tych czynników czy koncentrowania się na działaniach zapewniających pracę osobom znajdującym się w gorszej sytuacji na rynku pracy. Biznes wymaga szybkich decyzji i dobrych pracowników.

Odpowiednia polityka państwa może jednak stymulować zachowania pracodawców i pracowników, zachęcając ich do działań, które w dłuższej perspektywie przyniosą wszystkim wymierne korzyści. Dlatego nie bez powodu Europa Zachodnia sięgnęła do idei ekonomii społecznej – to zaczęło przynosić lepsze rezultaty niż tradycyjne programy w zakresie zatrudnienia, oparte na "rozdawnictwie" pieniędzy publicznych. Od kilku lat idea ta rozwija się w Polsce, a efektem tego jest już kilkadziesiąt przedsiębiorstw społecznych. Jedną z przyjętych form są spółdzielnie socjalne. Niestety, na razie niewiele spółdzielni powstało w środowisku osób niepełnosprawnych. Są one z pewnością szansą na zatrudnienie, ale także stanowią duże wyzwanie, mimo że do ich założenia wystarczy pięć osób i mogą w niej pomagać wolontariusze. Pierwsze ścieżki zostały już wydeptane i można zobaczyć, jak zrobili to inni.

Do praktyki

Jedna z pierwszych zarejestrowanych w Polsce spółdzielni socjalnych powstała właśnie dlatego, że osoby niepełnosprawne zgłaszały się do organizacji z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy. Stowarzyszenie ACTUS z Wrocławia postanowiło wykorzystać ten potencjał i wspólnie z grupą osób niepełnosprawnych utworzyć spółdzielnie socjalną. Jej członkami są tylko osoby niepełnosprawne, które zawodowo zajmują się teleinformatyką. W ofercie spółdzielni można więc znaleźć takie usługi jak: projektowanie stron www, grafika reklamowa, usługi hostingowe, usługi translatorskie. W początkowej fazie działalności spółdzielnia zdecydowała się na model telepracy. Rynek w niewielkim stopniu wykorzystuje telepracę a przecież, dla wielu osób niepełnosprawnych jest ona korzystną formą zatrudnienia. Powstawanie spółdzielni socjalnych gotowych oprzeć swoją działalność na telepracy jest ważną możliwością i dla organizacji pozarządowych, i dla osób niepełnosprawnych. Oczywiście, skorzystanie z niej wcale nie musi być łatwe.

Pani Joanna jest chora na stwardnienie rozsiane, ma wyższe wykształceni i przez 22 lata pracowała. Ostatnio, przez 8 lat jako redaktor w wydawnictwach. Po utracie pracy zgłosiła się do urzędu pracy, ale jedyną konkretną propozycję, jaką otrzymała to była oferta dla sekretarki. Nie wierzy, że urząd pracy pomoże jej znaleźć odpowiednie zajęcie, dlatego postanowiła, że założy spółdzielnię socjalną.

- Pracodawcy, nie wiedzieć czemu, są strasznie niechętni telepracy – a ja jestem m. in. redaktorem i telepraca jest dla mnie idealna. Chciałabym, aby spółdzielnia była oparta na tej formie pracy. Chcę, aby powstało wydawnictwo. Duży problem widzę w tym, że nie ma odpowiedniej ilości chętnych. Ludzie chcieliby mieć większe dochody, ale to nie znaczy, że chcieliby pracować. Dodatkowym utrudnieniem jest obowiązujący w Polsce podwójny system orzekania o niepełnosprawności. Orzeczenie ZUS daje uprawnienia do renty, o niepełnosprawności orzeka komisja w powiatowym zespole orzekania o niepełnosprawności. Jak ktoś ma to pierwsze, myśli, że to drugie jest niepotrzebne, albo o nim nie wie. To, choć nie ma bezpośredniego związku z zakładaniem spółdzielni, powoduje, że osoby niepełnosprawne nie są zbyt aktywne w poszukiwaniu pracy i obawiają się zaangażowania w nowe, niepewne inicjatywy zawodowe, a taką na początku jest spółdzielnia socjalna – tłumaczy pani Joanna.

Ewa Sadło z Fundacji Antidotum uważa, że nikomu nie można narzucić udziału w spółdzielni, nie powinna tego także robić organizacja, której się wydaje, że w ten sposób pomoże osobom niepełnosprawnym. Fundacja jest administratorem Partnerstwa na rzecz Rozwoju realizującego projekt "Przedsiębiorstwo społeczne dla osób niewidomych". W ramach projektu powstanie spółdzielnia socjalna, w skład której wejdą: gabinet fizjoterapii, kawiarenka integracyjna, kawiarenka internetowa i dział telepracy.

- Każda inicjatywa, tworząca nowe miejsca pracy jest w jakiś sposób atrakcyjna. Jednocześnie szukanie osób niepełnosprawnych, w celu zaproponowania im utworzenia spółdzielni socjalnej to odwróceniem idei tworzenia takich placówek. Zakładanie ich powinno wypłynąć od samych osób zainteresowanych. Tylko wtedy można spodziewać się pełnego zaangażowania w tworzenie i funkcjonowanie powstającej spółdzielni socjalnej. W przeciwnym razie część odpowiedzialności bierze na siebie organizacja pozarządowa lub inna instytucja. – podkreśla E. Sadło.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale...

Obok wspomnianego wyżej nieprzygotowana osób niepełnosprawnych do podejmowania nowych wyzwań zawodowych, są też inne czynniki warunkujące gotowość do założenia spółdzielni. - Osoby niepełnosprawne mają ogromną postawę roszczeniową - im się należy i już. A to nie tak - jak ktoś nie ma wykształcenia i kwalifikacji, był bezrobotnym, to spółdzielnia nie da mu jakimś cudem tego, czego mu brakuje do pracy. Spółdzielnia może jedynie stworzyć odpowiednie warunki. Jasne, że uprawnieni do tworzenia spółdzielni powinni mieć łatwiej, bo kto będzie chciał np. bezdomnego, wychodzącego z nałogu czy choćby niepełnosprawnego, zwłaszcza, jak taka osoba ma ponad 40 lat, a w kolejce są młodzi, piękni i bez obciążeń. – tłumaczy pani Joanna.

Natomiast E. Sadło dodaje, że osoby niepełnosprawne są nieprzygotowane do utworzenia własnej inicjatywy, przede wszystkim z powodu niewystarczających kwalifikacji i umiejętności.

Użytkownicy serwisu www.ekonomiaspoleczna.pl uznali natomiast, że to czego najbardziej potrzebują spółdzielnie to kapitał na rozpoczęcie działalności. Do tej pory nikt nie wskazał, że regulacje prawne mają jakiekolwiek znaczenie, chociaż zarówno kolejne rządy, jak i środowiska zajmujące się aktywizacją osób marginalizowanych traktowały je jako priorytet, czego wyrazem jest przyjęta niedawno ustawa. - Zgadzam się, że największą przeszkodą w zakładaniu spółdzielni socjalnych jest brak kapitału, ale oprócz tego są to także niedostateczne kwalifikacje zawodowe potencjalnych założycieli oraz niechęć do podejmowania aktywności zawodowej przez osoby niepełnosprawne, które doznały zbyt dużej ilości sytuacji odrzucenia lub braku akceptacji związanych z własnym zatrudnieniem – podsumowuje Ewa Sadło z Fundacji Antidotum.

Obecnie wiele spółdzielni powstaje dzięki wsparciu Europejskiego Funduszu Społecznego oraz Inicjatywy Wspólnotowej EQUOL. Wydaje się, że rozwój spółdzielni będzie zachęcał rząd i samorządy do wspierania tego typu inicjatyw. Ich znaczenie dla wspólnot lokalnych oraz dla samych członków spółdzielni już dawno udowodniono w takich krajach jak Włochy, Francja czy Hiszpania. Szczególnie w przypadku Włoch wyraźnym impulsem do rozwoju spółdzielni było zmiana w strukturze usług socjalnych, państwo zrezygnowało w dużej mierze z ich świadczenia, robiąc miejsce m.in. spółdzielniom socjalnym.

Nowe prawo, nowa szansa

Większość osób zajmująca się ekonomią społeczna w Polsce uznała nową ustawę za ważną. Do tej pory, aby założyć spółdzielnie socjalną trzeba było powoływać się na trzy różne ustawy. Wydaje się, że nowa ustawa tworzy w miarę dobre warunki założenia spółdzielni, ale zawiera także kontrowersyjne zapisy. Daje możliwość zdobycia dofinansowania z Funduszu Pracy, ulgi w zakresie opłacania składek do ZUS, zwolnienia z podatku dochodowego, prowadzenia statutowej działalności odpłatnej, możliwość korzystania z pracy wolontariuszy i brania udziału w otwartym konkursie ofert zgodnie z ustawą o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Wątpliwości natomiast budzą zapisy dotyczący limitu 20% dla członków niebędących osobami uprawnionymi do założenia spółdzielni, podział środków i majątku likwidowanej spółdzielni. - Regulacje prawne umożliwiają w dość prosty sposób założenie spółdzielni socjalnej osobom niepełnosprawnym. Natomiast już po założeniu spółdzielni, osoby niepełnosprawne z racji posiadania renty nie otrzymują wsparcia z funduszu pracy, co powoduje, że mogą odczuwać brak kapitału początkowego. Pośrednictwo organizacji jest często niezbędne właśnie w zakresie wsparcia finansowego i niejednokrotnie merytorycznego. Ale z drugiej strony, powoduje to przejęcie części odpowiedzialności za założycieli spółdzielni socjalnej, co w sumie jest niekorzystne. Decyzja o zakładaniu spółdzielni socjalnej powinna być związana z przeliczeniem swoich sił na zamiary, ponieważ oprócz celów społecznych ma ona przynosić zyski. – uważa Ewa Sadło.

Czy organizacje są jeszcze potrzebne?

Organizacje pozarządowe mogą być członkami spółdzielni socjalnych. Choć formalnie wszyscy członkowie spółdzielni są równi, wydaje się, że rola organizacji mogłaby być jednak większa - powinny aktywnie wspomagać osoby niepełnosprawne w tworzeniu spółdzielni, służąc im swoim zapleczem (może czasem skromnym) i doświadczeniem. Dla osób, które rozpoczynają dopiero drogę do samodzielności zawodowej, oparcie, nawet w niedoskonałej strukturze, jest ważne. - Organizacje pozarządowe na ogół wspierają zakładanie spółdzielni socjalnych pomagając finansowo, merytorycznie, służąc wsparciem lokalowym. Mogłyby również tworzyć nowe miejsca pracy dla osób niepełnosprawnych we własnym zakresie. To niestety jest rzadko spotykane, chyba że organizacja została utworzona przez osoby niepełnosprawne. – twierdzi Ewa Sadło. Pani Joanna natomiast nie widzi szczególnej roli organizacji. - Czy organizacje pozarządowe są wyjściem? Dla mnie nie. Składałam aplikacje o pracę do kilku - bez odzewu, nawet mi nie odpowiedziano. Jestem prezesem takiej organizacji i znam ich problemy (głównie finansowe) – bez dotacji ani rusz. – podsumowuje pani Joanna.

Natomiast Jakub Zgierski dostrzega jednak ważne miejsce organizacji w społeczeństwie. - Rola organizacji w tworzeniu miejsc pracy dla osób niepełnosprawnych jest równie istotna, jak rola sektora rządowego i biznesowego. Istotne rezultaty można osiągnąć tylko w ramach współpracy trójsektorowej, do której organizacje pozarządowe wnoszą swoje kompetencje i doskonałą znajomość sytuacji osób niepełnosprawnych. – wyjaśnia.

Mimo trudności, które dostrzegają osoby zainteresowanie rozwojem ekonomii społecznej, jest także nadzieja, że w końcu, podkreślany przez polityków i ekonomistów, dynamiczny rozwój gospodarczy Polski, przyczyni się także do rozwoju spółdzielczości socjalnej. Jakub Wygnański w artykule O co chodzi w ekonomii społecznej i co ma do tego trzeci sektor? (www.ngo.pl, grudzień 2004) zwracał uwagę, że „przyswojenie w Polsce modelu ekonomii społecznej przez III sektor może wyglądać obiecująco, choć nie będzie łatwe, ze względu m.in. na specyficzne dla ruchu pozarządowego problemy ze zmianą kultury organizacyjnej (z organizacji opartych głównie o pracę wolontariuszy i model filantropijny w kierunku organizacji, która jest pracodawcą i przedsiębiorcą) [...]. No cóż spróbujmy”. Wiele krajów w Europie już spróbowało i okazało się, że warto. W Polsce próbujemy i coraz wyraźniej widać, że można iść w tym kierunku. Spółdzielnie socjalne są przykładem, że solidarność nie musi być tylko sztandarowym hasłem. Ale nikt i nigdzie nie mówił, że będzie łatwo.

Artykuł powstał w ramach projektu "Ngo:sprawni. Niepełnosprawni - pełnosprawni pracownicy organizacji pozarządowych", realizowanego w latach 2005-2007 przez Stowarzyszenie Klon/Jawor. Projekt współfinansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Marian Maciuła

Informacja pochodzi z portalu www.ngo.pl