Studia z kalkulatorem w ręku


Studia i związane z tym wyjście z domu dają upragnioną wolność, ale koszty często sprowadzają na ziemię. Potrzeba pieniędzy na utrzymanie się, a jeśli jeszcze przyjdzie nam opłacić czesne, konieczna jest normalna praca albo wsparcie hojnych rodziców.

praca, oferty pracyDobry kierunek jest jak inwestycja: najpierw trzeba pieniądze wyłożyć, by dopiero po jakimś czasie, korzystając ze zdobytej wiedzy i umiejętności, odebrać je z nawiązką. Jaki jest konieczny wkład? Sprawdzamy.

Czesne

Kto dostał się na studia stacjonarne na uczelni państwowej, ten płacić nie musi i tym samym ma jeden problem z głowy. Pozostali, czyli de facto większość polskich żaków, muszą jednak martwić się o czesne. A opłaty zarówno na uczelniach państwowych, jak i prywatnych są bardzo zróżnicowane. Na Uniwersytecie Śląskim semestr na I roku prawa kosztuje 2100 zł, na Warszawskim - 7000 zł. Na uczelni im. Łazarskiego w Warszawie semestr prawa na studiach stacjonarnych to koszt blisko 3700 zł, na niestacjonarnych - 400 zł mniej. Choćby z tego jednego przykładu widać, że opłaty za studia na uczelni prywatnej nie muszą być wyższe niż na państwowej.

Jak dowodzą Bartłomiej Gorlewski i Dominik Antonowicz, autorzy opracowania "(Bez)płatne studia. Raport na temat cen studiów w Polsce w roku 2009/2010", są kierunki, które pod względem kosztów bardziej opłaca się studiować na uczelniach publicznych, np. biotechnologia, etnologia czy archeologia, oraz takie, które korzystniej zgłębiać na uczelniach niepublicznych, np.: biologia, chemia czy kosmetologia.

Na studiach niestacjonarnych najwięcej trzeba zapłacić na kierunku lekarsko-dentystycznym - 12 tys. zł za semestr! Najtańsza, według raportu, jest metalurgia, gdzie za semestr płaci się 1400 zł. Natomiast w przypadku uczelni niepublicznych na szczycie listy są techniki dentystyczne (3900 zł) i architektura wnętrz (3523 zł), na dole znajduje się biologia (1500 zł). Pamiętajmy, że to ceny uśrednione, czyli w konkretnej placówce z pewnością będą inne. Ba, jeśli będziemy chcieli ją zapłacić w ratach, dodatkowo podskoczy. Wiadomo: im więcej rat, tym wyższa łączna kwota.

Łatwo zgadnąć, w którym województwie studia, niezależnie od tego, czy mówimy o uczelniach prywatnych czy publicznych, są najdroższe - oczywiście w mazowieckim. Wysoko plasują się również województwa dolnośląskie i pomorskie; nisko podlaskie i podkarpackie.

Niezależnie od trybu studiów na początku drogi akademickiej młodzi ludzie muszą pokryć koszt legitymacji i indeksu. Tu opłaty są niewielkie. Gdy powinie się noga, trzeba będzie już sporo zapłacić za powtarzanie zajęć albo całego roku.

Akademik

Podobno najlepsze lokum dla studenta to akademik. Tu toczy się życie studenckie, jest do kogo zagadać, poradzić się, wreszcie zawsze znajdzie się ktoś z roku, od którego można pożyczyć notatki. Standard?
"Korytarze lux-malina, łazienki śliczne, kuchnie ok, ale pokoje już gorzej, pewnie były malowane dwa lata temu, ale już tego nie widać" - mówi o akademiku przy ul. Żwirki i Wigury w Warszawie Joanna, studentka pedagogiki. Za łóżko w pokoju trzyosobowym płaci 280 zł plus 10 zł za Internet.

To mieści się w średniej. Studenci Uniwersytetu Warszawskiego za miejsce w pokoju trzyosobowym płacą, w zależności od domu studenckiego, od 260 zł do 320 zł. Pokój dwuosobowy to oczywiście wyższe pieniądze: od 320 do 450 zł. Jedynka dla osób niepełnosprawnych może kosztować nawet 550 zł.

Uczelnie mają swoje akademiki i trudno tu przywołać wszystkie. Podajmy więc kilka przykładów. Studenci Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu za miejsce od 305 zł do 460. Studenci Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach płacą za miejsce od 315 zł do 483 zł. Trochę mniej studenci Uniwersytetu Wrocławskiego - tu ceny zaczynają się od 306 zł, kończą na 426 zł. W Olsztynie żacy tamtejszego uniwersytetu płacą za miejsce w domu studenckim minimum 290 zł, a maksimum 400 zł. Taniej jest w Gdańsku - tam studenci uniwersytetu płacą od 270 zł do 350 zł. Podobnie od 270 zł zaczynają się ceny miejsca na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej, ale górna granica to 410 zł. Mniej w tym mieście, bo od 220 zł, płacą studenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Na mapie polskich akademików pod względem cen pozytywnie zaskakuje Kraków, przynajmniej częściowo. Studenci Akademii Górniczo-Hutniczej płacą za zakwaterowanie od 172 zł do 275 zł. Żacy z Uniwersytetu Jagiellońskiego już tak dobrze nie mają - za miejsce płacą około 300 zł.

Uwaga, ceny od października mogą się nieco różnić od podawanych, bo kiedy zbieraliśmy materiały, nie wszystkie uczelnie miały nowe cenniki.

Wynajmowane mieszkanie

Nie wszyscy mają szansę na miejsce w akademiku, nie wszystkim zresztą na nim zależy. Patrycja, studentka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, uczy się w Zabrzu. Otrzymała miejsce w  akademiku, ale z niego zrezygnowała. "Wolę osobny pokój w wynajmowanym mieszkaniu niż miejsce w akademiku" - mówi. Tym bardziej, że wcale nie kosztuje ją więcej. W Zabrzu wraz z dwoma osobami wynajmuje trzypokojowe mieszkanie, płaci 350 zł miesięcznie. Jak dodaje, udało jej się znaleźć tańsze lokum, niż rok temu.

Marta Kosińska, ekspertka Szybko.pl i współautorka raportu "Warto kupić mieszkanie świeżo upieczonemu studentowi", nie jest zaskoczona. Z porównania cen mieszkań w największych ośrodkach akademickich z lipca 2010 r. z lipcem roku ubiegłego wynika, że jest taniej. Najbardziej obniżyły się opłaty za wynajęcie kawalerki, mniej za pokoje dwuosobowe. W przypadku mieszkań trzyosobowych, które to najchętniej wybierają studenci, różnice są najmniejsze. Kłaniają się prawa rynku: jest zainteresowanie, więc właściciele nie mają powodów do obniżek. I tak, trzy pokoje w Łodzi to 1550 zł, Krakowie to 1920 zł, a w Warszawie 2600 zł. "W październiku te ceny nie powinny być wyższe" - powiedziała nam Kosińska.

Z raportu Szybko.pl i Expandera wynika jednoznacznie: najdroższym miastem jest Warszawa, drugim Wrocław. Na trzecim miejscu, ze stosunkowo podobnymi kosztami, plasują się Kraków, Gdańsk, Gdynia, Katowice i Poznań Najtaniej jest w Białymstoku oraz Toruniu.

Za dwupokojowe mieszkanie w stolicy średnio trzeba zapłacić 1940 zł. Monice, studiującej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, udało się znaleźć mieszkanie taniej. Płaci 800 zł, kolega, z którym wynajmuje lokum, tyle samo. - Mam blisko do szkoły i do centrum, warunki lokalowe wręcz świetne - mówi zadowolona. Można byłoby znaleźć coś jeszcze taniej, choć zapewne w gorszej lokalizacji i standardzie. Coś za coś.

Jedzenie i inne przyjemności

Tu wszystko zależy od indywidualnych apetytów, tego, jak się odżywiamy, czy stołujemy się na mieście, czy przygotowujemy posiłki samemu. Niektórzy zadowalają się tanimi zupami z torebek, inni stawiają na jakość, a to kosztuje. Najczęściej jednak w imię oszczędności trzeba iść na kompromis.

"Jedzenie biorę z domu, dopiero na koniec tygodnia dokupuję, jeśli zabraknie" - mówi Joanna. Jeśli ma jeść na mieście, wybiera fast foody, bo zawsze są blisko, można zjeść szybko i tanio. Miesięcznie na samo jedzenie w fast foodach wydaje około 100 zł.

"Staram się odżywiać w miarę zdrowo, choć rzadko pozwalam sobie na produkty z najwyższej półki" - mówi Monika. "Korzystam też ze stołówki studenckiej. Niestety, posiłki nie należą tam do najtańszych" - żali się. Ile konkretnie? Zupa to koszt 4 zł, za inne posiłki trzeba zapłacić od 8,5 zł do 18 zł. Opłacalny jest zestaw obiadowy (danie dnia, zupa i deser), bo to koszt 13 zł. Dużą popularnością cieszą się sprzedawane w sklepiku kanapki, to kolejne 3-3,5 zł. "Łącznie jedzenie kosztuje mnie około 400 zł" - podlicza Monika. Włącza w to już ewentualne koszty posiłków w fast foodach i wizyty w knajpce.

No właśnie. Zależy, co się włącza. Patrycja mówi, że łącznie "na życie" w Zabrzu wydaje 700 zł i zastrzega, że nie należy do osób imprezowych. Jak wielu studentów ogranicza koszty, spotykając się w mieszkaniach i robiąc zakupy w sklepie. Grubszy portfel muszą mieć ci, którzy często wychodzą do pubu, na imprezy, koncerty, do kina. Owszem, studenci korzystają tu z ulg i płacą taniej, ale jednak płacą. Piwo to przynajmniej 5 zł, kawa - 10 zł, kino 10-15 zł lub więcej. Górnej granicy tych wydatków nie odważymy się podać.

Nie samym chlebem, czyli książki

Podręczniki i polecane książki można pożyczyć z biblioteki albo skorzystać z nich w czytelni, ale nie ma to jak uczyć się w swoim pokoju, a na marginesach robić notatki…

"Podręcznik średnio kosztuje 100 zł, zakup nie jest obowiązkowy, ale niektóre niewątpliwie lepiej mieć na swojej półce i tak w semestrze można wydać 300 zł na książki" - mówi Monika, studentka psychologii społecznej. "Duże koszty ponosimy za ksero materiałów obowiązkowych zostawianych przez wykładowców w teczkach w punktach ksero. Tam kopia strony kosztuje 20-25 groszy. Średnio kseruje się po 6-10 stron na każde zajęcia" - dodaje Monika. "Kiedyś wydawałam na ksero 20-30 zł tygodniowo, ostatnio znacznie mniej, może 10 zł na miesiąc" - mówi Patrycja, przyszła dentystka. Chociaż masowe powielanie książek jest sprzeczne z prawem autorskim, to w punktach ksero można odbić, a nawet kupić już powielone i zabindowane podręczniki o połowę taniej niż w księgarni. Ba, studenci obniżają koszty, kopiując materiały poza uczelnią za 6-10 groszy za stronę. A bywa, że ją skanują i przesyłają zainteresowanym e-mailem.

Bilety

Gdzie studiujemy - to podstawowe pytanie. Jeśli chodzi o komunikację miejską Warszawa nie należy do drogich miast. Miesięczny bilet studencki to koszt 39 zł. Taniej, aż o 7 zł, jest w Białymstoku. W większości miast na bilet trzeba przynajmniej 40 zł. Dla przykładu we Wrocławiu to dokładnie 40 zł, w Poznaniu 40,5 zł, w Lublinie i Gdańsku 42 zł, a w Krakowie i Katowicach 47 zł. Oczywiście drożej muszą płacić ci, którzy mieszkają dalej i potrzebują biletu na tzw. drugą strefę albo korzystają z różnych organizatorów przejazdów - taki bilet pozwalający poruszać się studentom po całym Trójmieście kosztuje, bagatela, 100 zł.

Na biletach można trochę ugrać. Dobrym wyjściem są bilety kwartalne lub semestralne. Tu jednak trzeba się przygotować jednorazowo na duży wydatek, a potem dobrze biletu pilnować, bo taka zguba może nas nieźle zaboleć. Można rozejrzeć się też za biletem na jedną linię, który jest tańszy niż bilet na wszystkie linie. Czy jest on praktyczny? To już zupełnie inna kwestia.

Portfel studenta

Studenci radzą sobie różnie. Jedni za 700-800 zł, inni za dwa, a nawet trzy razy tyle. Nikt nie ma wątpliwości, że koszty utrzymania się są spore, a jeśli jeszcze trzeba zapłacić czesne, to uzbiera się niezła kwota.
"Gdyby nie pomoc rodziców, nie byłoby mnie stać na studia, które sobie wymarzyłam, wyjścia ze znajomymi i moje hobby, czyli podróżowanie" - mówi wprost Aneta, studentka integracji europejskiej na UW i architektury krajobrazu w Wyższej Szkole Ekologii i Zarządzania. Pierwsze kosztują 2900 zł za semestr, drugie 550 zł miesięcznie.

Aneta pracuje. Pensja wystarcza jej na naukę języków obcych, osobiste potrzeby, w tym ubrania i kosmetyki, obiady w pracy lub szkole. Za oba kierunki studiów płacą jej rodzice, dokładają się do podręczników, zapewniają wikt i opierunek.
Joanna nie płaci czesnego, ale i jej rodzice pomagają się utrzymać, bo jakoś trzeba żyć. W te wakacje sama zaczęła pracować i ma nadzieję, że trochę ich odciąży. "Chciałabym utrzymać tę pracę, choć w mniejszym wymiarze godzin. Kokosów nie zbiję, ale zawsze to trochę gotówki. Przyda się" - mówi.

Przyda, bo studia są drogie, co do tego nikt nie ma wątpliwości. Otwierają jednak furtkę do lepszej pracy i stylu życia. Bezcenne.


 


Pracuj.pl on Facebook