Specyficzne MBA


W USA i Wielkiej Brytanii tradycyjne studia MBA są coraz częściej zastępowane innymi programami rozwoju umiejętności menedżerskich. Mają one lepiej niż MBA kształcić talenty organizatorskie.

W Polsce tradycyjne studia MBA to klasa wyższa studiów podyplomowych. Uczelnie zabiegają o współpracę z zagranicznymi uniwersytetami aby otworzyć programy Master of Business Administration. Nie ma co ukrywać – MBA jest najdroższą formą kształcenia osób z wyższym wykształceniem, ceny kursów sięgają nawet ponad 60 tys. zł (SGH). Nadzieja na wyższe zarobki i bezpieczną pozycje zawodową przyciąga na ten typ studiów podyplomowych rzesze studentów. Ale czy w USA lub Wielkiej Brytanii nadal tradycyjne MBA jest oczkiem w głowie tamtejszych uniwersytetów?

MBA – Mieć w Banku Aktywa

W Wielkiej Brytanii absolwenci MBA po trzech latach od ukończenia kursu mogą liczyć na zarobki średnio 3 razy większe, niż przed studiami. Większość utytułowanych otrzymuje od razu podwyżkę pensji o 40%, a ich średnia pensja wynosi 64 tys. funtów. Jeśli dodać do tego, że ponad 70% studentom pracodawca współfinansuje MBA, to należy zadać pytanie: czy firmie opłaca się zatrudniać tak drogiego pracownika?

Henry Mintzberg, guru zarządzania, uważa, że nie jest to dla pracodawcy dobra inwestycja. Twierdzi, że tradycyjne studia MBA „uczą nieodpowiednie osoby złych nawyków w zarządzania przedsiębiorstwem". Mintzberg od 30 lat doradza największym korporacjom jako profesor McGill University w Kanadzie. Jego doświadczenia w kształceniu na studiach MBA pozwoliły mu stworzyć program – jak sam nazywa – Anti-MBA, czyli the International Masters Programme in Practising Management. Istniejącą sytuację w edukowaniu menedżerów opisuje jednym zdaniem: „tradycyjny program MBA jest przyczyną niepowodzeń wielu firm i niezdrowych ambicji pracowników, by zostać menedżerem za wszelką cenę".

Podobną opinię na temat studiów MBA ma Jeffrey Pfeffer, profesor the Graduate School of Business przy Stanford University w Kalifornii. Jego zdaniem studia w trybie zaocznym – lub wieczorowym nie spełniają już swojej funkcji dla kadry zarządzającej. Aby dostosować tryb studiowania do potrzeb osób w wieku 35-45 lat, wprowadził autorski program Executive Master of Business Administration (EMBA).

Praktyczne zarządzanie, czyli kurs „anti-MBA"

Zdaniem Minztberga, studia menedżerskie nie powinny być kierowane do wszystkich, ale do osób, które już odniosły jakiś sukces w kierowaniu przedsiębiorstwem. – Uczyć zarządzania kogoś, kto nie kierował jeszcze choćby tylko częścią firmy, to tak, jakby uczyć psychologii osobę, która nigdy nie widziała drugiego człowieka – podkreśla autor programu Anti-MBA – Organizacja to skomplikowany mechanizm. Zarządzanie nim wymaga wyczucia i odpowiedzialności, a co najważniejsze doświadczenia.

Anti-MBA odchodzi od typowych dla innych studiów układu przedmiotowego lub tematycznego. Zdaniem autora tradycyjny podział zajęć pokazuje w fałszywy sposób działalność przedsiębiorstwa, rozkładając go na części, co w rzeczywistości nigdy nie ma miejsca. Program jest podzielony na 5 dwutygodniowych modułów rozłożonych na 1,5 roku. Zajęcia poukładane są nie według funkcji firmy, ale według dziedzin zarządzania, np. zarządzanie sobą czy zarządzanie zmianą.

Podstawą Anti-MBA jest nauka na podstawie doświadczeń zawodowych prowadzących zajęcia i samych uczestników. Osoby, które od 1996 roku biorą udział w tego typu studiach, to z reguły 40-latkowie, zarządzający od kilku lat firmami lub wydziałami dużych korporacji. Mintzberg podkreśla, że ważnym elementem jego studiów jest czas na zastanowienie się nad treściami merytorycznymi oraz wykształcenie przez uczestników nawyków postępowania w pewnych sytuacjach. –

Naszym celem nie jest zapamiętanie przez studentów definicji pojęć i terminów, ale to, aby po kursie stali się mądrzejszymi ludźmi – myślącymi i zaangażowanymi w to co robią. – podkreśla autor programu Anti-MBA.

MBA dla prezesów

Program EMBA opracowany przez Jeffrey Pfeffer ze Stanford University, podobnie jak inne programy tego typu, nie jest dla wszystkich. Przede wszystkim ze względów finansowych. Zwykle studia EMBA, organizowane przez uczelnie amerykańskie, kosztują od 60 do 110 tys. dolarów. Nawet w Stanach Zjednoczonych to wysoka cena za wykształcenie menedżerskie. W studiach EMBA organizowanych przez Stanford University nie mogą brać udziału osoby przed 30-stką i bez solidnego doświadczenia w zarządzaniu. Zwykłe studia MBA kosztują średnio 30 tys. dolarów, a kandydaci najczęściej muszą spełniać tylko jeden warunek – posiadać wyższe wykształcenie.

- W czasie ostatniego semestru EMBA spałem 11 godzin na tydzień – mówi David Mounts, prezes firmy UPS Supply Chain Solution. – To była niezła szkoła przetrwania: uczelnia, praca, dom. I tak w kółko. Jednak wspominam to bardzo miło. Na tradycyjnych studiach MBA uczestnicy ze sobą konkurują, a w trakcie EMBA wytworzyła się prawdziwa atmosfera współpracy.
EMBA różnią się tym od MBA, że istnieje większa elastyczność w organizowaniu zjazdów. Rzadko ustala się stałe godziny spotkań. Wszystko po to, by ułatwić studiowanie wiecznie zajętym menedżerom największych korporacji – mówi profesor Jeffrey Pfeffer. Z danych Uniwersytetu w Stanford wynika, że pomimo wysokich kosztów studiowania EMBA aż 22% osób sama opłaca sobie studia. Reszta korzysta z pomocy pracodawcy.

Co jeszcze wyróżnia EMBA? Zwykłe studia MBA trwają średnio 18, a EMBA 24 miesięcy. Połowę zajęć studenci spędzają na pracach nad projektami lub konsultują swoje problemy zawodowe z praktykami. Średnia wieku studenta EMBA to 38 lat. Taka osoba ma już zwykle 15-letie doświadczenie zawodowe, co pozwala na wymianę doświadczeń pomiędzy uczestnikami kursu – mówi profesor Jeffrey Pfeffer.
Na czas zjazdów wynajmowany jest kampus akademicki, tak by studenci mogli się również ze sobą zintegrować. Coraz częściej organizatorzy EMBA proponują również wyjazdy za granicę „na praktykę" do firm różnych branż. Wszystko to jest oczywiście wliczone w cenę. Koszty studiowania na EMBA są wysokie, dlatego przedsiębiorstwa, które współfinansują rozwój zawodowy swoich menedżerów, starają się jak najbardziej związać ze sobą absolwentów – mówi David Mounts – Menedżerowie są zwykle zobowiązani do pracy na rzecz korporacji przez kilka lat. W przeciwnym razie muszą zwrócić firmie pieniądze włożone w ich edukację.

MBA w tył zwrot?

Wydaje się, że tradycyjne studia MBA są coraz częściej zastępowane innymi programami rozwoju umiejętności menedżerskich, mającymi z założenia lepiej spełniać wymagania studentów. Trudno powiedzieć, na ile to efekt zmiany potrzeb klientów, a na ile chęć wyróżnienia się z tłumu tradycyjnych kursów MBA.

W Polsce cena studiów MBA w porównaniu do innych studiów podyplomowych jest średnio dziesięciokrotnie wyższa, dlatego ich absolwenci to nadal ludzie wyjątkowi. Jednak w USA liczba programów konkurencyjnych do MBA wzrasta lawinowo. W ciągu ostatnich 3 lat ilość studentów wybierających alternatywę tradycyjnego MBA podwoiła się. Ten trend dotrze w końcu do Polski, kto pierwszy zaproponuje zupełnie nowy program kształcenia menedżerów?

Źródło:
Stephen Patridge „Given the third degree"
www.peoplemanagement.co.uk
Kathryn Tyler “Getting value from Executive MBA programs"
www.shrm.org