Studia MBA


Dyplom Master of Business Administration nie gwarantuje już – jak kilka lat temu – znalezienia świetnej pracy. Ale nadal znacznie to ułatwia. Może go zdobyć nie tylko ekonomista.

W Polsce studia MBA prowadzi już kilkadziesiąt uczelni. Jednak MBA nie równy innemu MBA. Są takie, które akredytowało Stowarzyszenie Edukacji Menedżerskiej FORUM (uczelnie mogą dobrowolnie poddać się temu egzaminowi jakości, choć czynią to niechętnie), dają dyplom uczelni polskiej i zagranicznej i gwarantują zagranicznych wykładowców. Ale są i takie, na których kształcenie to ledwie rok, uczelnia nie współpracuje z zagranicą, a zajęcia prowadzą wyłącznie ci sami profesorowie co na studiach licencjackich. Oczywiście te drugie studia są dużo tańsze.

Większość uczelni, szczególnie prowadzących bardziej renomowane programy MBA, adresuje je do osób z wykształceniem magisterskim (niekiedy wymagane jest kierunkowe związane z biznesem i ekonomią) i minimum rocznym doświadczeniem zawodowym. To pewien minus dla świeżo upieczonego absolwenta. Ale są też szkoły (te słabsze), które zaakceptują świeżo obroniony licencjat z dowolnego kierunku, nie pytając o doświadczenie w pracy.

Większość uczelni oferuje tylko ogólny, menedżerski MBA. Jednak warszawska SGGW poleca także program ukierunkowany na rolnictwo, a Politechnika Warszawska – inżynierski. Poszukać też można programu skupionego na zarządzaniu medycyną.

Współpraca polskiej uczelni z zagraniczną najczęściej sprowadza się do kopiowania programu tej drugiej (ale wykładają go Polacy). Czasem można mieć część zajęć prowadzonych przez cudzoziemców, jeszcze rzadziej – odbyć zagraniczną praktykę. Możemy też dostać dyplom ukończenia zagranicznej placówki, co jest prestiżowym wpisem do CV. Warto więc spytać, przed wyborem programu, na czym konkretnie polega współpraca uczelni polskiej z zagraniczną.

Rekrutacja na studia nie jest formalnością. Uczelnie starają się utrzymać renomę własnego programu i przepuszczają kandydatów przez gęste sito egzaminacyjne. Trafić można na testy matematyczne i sprawdzające zdolność analitycznego myślenia, testy językowe (albo wymagane jest posiadanie certyfikatu GMAT czy TOEFL), rozmowę kwalifikacyjną, testy sprawdzające predyspozycje osobowościowe do pracy menedżera, prośbę o przedstawienie referencji z firmy.

Mimo to kandydatów nie brakuje. Nie odstrasza ich także cena. Najtańsze, dwusemestralne studia MBA to wydatek 10 tyś zł. Najdroższe, na renomowanej uczelni, to ok. 60 tyś zł. Za to studiujemy przez dwa lata (bo bywają i kursy jednoroczne). Otrzymujemy jedną lub dwie dwu-trzydniowe weekendowe sesje zajęć miesięcznie. Pozwala to na pogodzenia nauki z pracą. Ale jeśli ktoś chce studiować w systemie dziennym (to oferta szczególnie dla świeżo upieczonych magistrów), też znajdzie coś dla siebie.

Studiujących w programie MBA, szczególnie na bardziej renomowanych uczelniach, czeka bardzo intensywna nauka. Nie jest to jeszcze tak pracochłonne jak na Zachodzie – gdzie studenci opowiadają o ostatnich potach i łzach, ale nie należy liczyć na lekkie życie. W zamian można otrzymać wymianę doświadczeń z menedżerami wielu firm, zajęcia prowadzone metodami symulacji, studiów przypadku, gier menedżerskich (także z udziałem komputerów).

MBA jest zwykle opłacalną inwestycją. Na świecie – jak podaje dziennik Rzeczpospolita – 80 do 90% absolwentów MBA znajduje świetną pracę. W Polsce takich statystyk nie ma, ale i tak można poszukać banku, który chętnie udzieli kredytu na studia MBA, szczególnie realizowane na Zachodzie (najlepiej w INSEAD). Wie, że absolwent takiego kursu z łatwością spłaci kredyt.