Jak znaleźć pracę za granicą?


Jeśli szukasz pracy za lepszą pensję. Jeśli Polska jest dla ciebie za mała i chcesz wypłynąć na szerokie wody. Albo jeśli w promieniu kilkunastu kilometrów nie ma dla ciebie zajęcia. Mniejsza zresztą o motywy. Pytanie, co zrobić, żeby osiągnąć cel.

Jak dotąd 13 z 15 krajów starej Unii Europejskiej otworzyło dla nas swoje rynki pracy. Z początkiem maja tego roku znikną ostatnie ograniczenia, jakie utrzymują Niemcy i Austria. Co za tym idzie, komplet najbardziej atrakcyjnych krajów Unii stanie przed nami otworem. Hitami wyjazdowymi były dotąd Irlandia i Wielka Brytania. Teraz szał opadł, ale nie jest wykluczone, że wraz z poprawą sytuacji gospodarczej zapotrzebowanie na pracę Polaków za granicą wzrośnie.

Kto ma szansę? "Pracodawcy poszukują przede wszystkim specjalistów i pracowników wykwalifikowanych. To ogólny trend na świecie" - mówi Dominika Staniewicz, ekspert Business Centre Club. Potwierdzają to ogłoszenia: potrzebny dentysta, inżynier, programista, mechanik, elektryk, kucharz, spawacz… "Dla absolwentów wyższych uczelni, jeszcze bez konkretnych umiejętności zawodowych, dobre są staże. Z kolei osoby bez kwalifikacji, chcące podjąć pracę fizyczną więcej ofert znajdą w agencjach pracy tymczasowej" - dodaje Staniewicz.

Internet potęgą jest i basta

Poszukiwanie pracy w krajach Unii Europejskiej aż tak bardzo nie różni się od szukania zatrudnienia w Polsce. Przynajmniej w pierwszym etapie, gdy chodzi o przeglądanie ogłoszeń. Zagraniczni pracodawcy zamieszczają oferty na polskich portalach internetowych w sekcji praca za granicą, rzadziej w gazetach. Ogłoszenia są zazwyczaj po polsku.

Dobrze jest jednak rozszerzyć pole poszukiwań i mieć więcej możliwości. "Na pewno warto skorzystać z międzynarodowych serwisów dla poszukujących pracy, choćby Monster, albo otworzyć Google’a i wpisać hasło szukam pracy lub ogłoszenia o pracę w języku kraju, do którego chcemy się dostać" - mówi Dominika Staniewicz. Przedstawicielom konkretnych branż, którzy chcą się spełniać w swojej profesji, radzi zaglądanie na strony internetowe agencji rekrutacyjnych, na przykład Antal czy już mocno wyspecjalizowanej agencji Hays. Jeśli jest coś odpowiedniego - dobra nasza, zgłaszamy się. A na wszelki wypadek składamy swoją aplikację do bazy, a nuż poszukujący sam nas wypatrzy. Rejestracja bywa czasochłonna, wymaga podania wielu informacji, ale to procentuje.

Na podobnych zasadach korzysta się z bazy Europejskiego Portalu Mobilności Zawodowej EURES. Znajdziemy tu oferty pracy stałej i sezonowej z Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Szukając czegoś dla siebie, musimy pamiętać, że nie wszystkie ogłoszenia formułowane są po polsku, a co za tym idzie, słowa kluczowe w wyszukiwarce należy wpisywać w języku kraju, do którego chcemy wyjechać. Odpowiadanie na bieżące zapotrzebowanie rynku to jedno. Zwiększymy swoje szanse wypełniając formularz CV, przez co udostępnimy go pracodawcom zarejestrowanym w bazie. Jeśli mamy pytania lub potrzebujemy pomocy - udzielą nam jej asystenci sieci EURES. Znajdziemy ich w urzędach pracy.

Dla osób najbardziej zdecydowanych, które znają zagraniczny rynek i wiedzą, w jakiej firmie chcą pracować, jest inny, zresztą bardzo prosty sposób: uderzenie ze swoim zgłoszeniem do konkretnego pracodawcy. Duże koncerny na swoich stronach informują o wolnych miejscach pracy, umożliwiają również pozostawienie CV na wypadek, gdyby akurat kogoś potrzebowały - warto to wykorzystać. Natomiast wysyłanie ofert do wszystkich firm, jakie znajdziemy, a zwłaszcza tych mniejszych, które nie prowadzą baz z ogłoszeniami, najczęściej mija się z celem.

A co z ofertami przekazywanymi przez znajomych pocztą pantoflową? Jeśli mamy cynk od kolegi, który przebywa za granicą lub co więcej szuka kogoś, kto mógłby go godnie zastąpić, bo zmienia stanowisko - gra jest warta świeczki. Oczywiście o ile mówimy o pracy legalnej. Szara strefa zawsze jest niepewna.

Sprawdź swojego pracodawcę

Nie ma sensu robienie sobie nadziei na każde ogłoszenie. Świat jest pełen oszustów, a z  perspektywy fotela w Polsce trudno wytropić tych, którzy nie poszukują pracowników, tylko naiwnych do pracy na czarno albo i gorzej. Dlatego zanim zdecydujemy się na krok w nieznane, zminimalizujmy ryzyko. Oferty pracy na Europejskim Portalu Mobilności Zawodowej weryfikuje doradca EURES. A co z pozostałymi źródłami? Jeśli odpowiadamy na ogłoszenie agencji zatrudnienia, zacznijmy od sprawdzenia JEJ wiarygodności. W przypadku takiej, która działa w Polsce, sprawa jest prosta: trzeba sprawdzić, czy jest wpisana do Krajowego Rejestru Agencji Zatrudnienia i ma certyfikat wydany przez marszałka województwa. Jeśli agencja chce od nas pieniędzy za znalezienie pracy, do czego nie ma prawa (czym innym są poniesione koszty, np. badań lekarskich) albo odsyła do kolejnego pośrednika, możemy być pewni, że źle trafiliśmy. Weryfikacja agencji zagranicznych, które nie mają biur w Polsce, bywa bardziej kłopotliwa, lecz i na to jest sposób. "Zawsze można zwrócić się do Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ), które jest w stanie sprawdzić daną agencję i potwierdzić, czy działa legalnie" - radzi Dominika Staniewicz.

Prześwietlić trzeba też pracodawcę, do którego się zgłaszamy. Z dużymi korporacjami problemu nie ma. Są powszechnie znane, a opinie o atmosferze i warunkach pracy można znaleźć na niejednym forum. Gorzej z małymi firmami, funkcjonującymi tylko na lokalnym rynku. Tu znajomość języka i umiejętności szperania w Internecie mogą nie wystarczyć. "Można wtedy udać się do ambasady i wydziale gospodarczym dopytać, czy taka firma w ogóle funkcjonuje" - mówi ekspert BCC. Ale jak jest naprawdę, przekonamy się dopiero za granicą. Jeśli jednak ogłoszenie od razu wygląda nieprofesjonalnie i nie zawiera właściwie żadnych danych poza numerem telefonu, nie ma co zawracać sobie nim głowy. Telefon za granicę kosztuje, a najczęściej nic pozytywnego nas dzięki temu nie spotka. Może to być na przykład propozycja rozmowy kwalifikacyjnej poza budynkiem firmy. Pracy z tego nie będzie…

Czy naprawdę wystarczy na chleb?

Sukces w naszych poszukiwaniach to wypadkowa wielu czynników. Najważniejsza to CV, bo od niego zależy, czy w ogóle firma będzie chciała się do nas odezwać. Musi być dobrze przygotowane i to po angielsku. Jeśli startujemy do pracy w kraju Unii, gdzie będziemy posługiwać się innym językiem, dokumenty prześlijmy właśnie w nim. Druga rzecz: im więcej wiemy o przedsiębiorcy oraz o kraju, do którego wyjeżdżamy, tym lepiej. Informacje o zagranicznych rynkach, warunkach życia i kosztach zdobyć łatwo, a trzeba to zrobić koniecznie przed podjęciem negocjacji płacowych. "Wynagrodzenie całkowite, które widnieje w kontrakcie, może wyglądać obiecująco. Tylko że to kwota brutto. To, ile podatku zostanie jeszcze odciągnięte, zależy od kraju. Dochodzą jeszcze koszty życia. Czasem wydaje nam się, że dużo zarobimy, a okazuje się, że wiele z tego pochłania mieszkanie albo wyżywienie, które są bardzo drogie" - uczula Dominika Staniewicz.

Jeśli spodobamy się firmie i przejdziemy przez rekrutacyjne sito, musimy zdobyć warunki kontraktu i wiedzieć, co dokładnie oferuje pracodawca, a co musimy pokryć z własnej kieszeni, czy mamy ubezpieczenie. I choć jedziemy do pracy, realizować marzenia o lepszej przyszłości, miejmy w zanadrzu pieniądze na czarną godzinę. Jeśli coś nie wypali, zawsze dzięki nim będziemy mogli wrócić.

 


Pracuj.pl on Facebook