Maluch kontra Ferrari?


Na pierwszy rzut oka małe firmy mają pracownikom niewiele do zaoferowania, szczególnie w porównaniu z międzynarodowymi gigantami. To prawda czy tylko utarty stereotyp?

Świat składa się z korporacji! Takie wrażenie można odnieść, odwiedzając targi pracy, szukając ofert praktyk lub… chociażby przeglądając ten przewodnik. Duże firmy są widoczne, rozpoznawalne i pielęgnują swój wizerunek. Kuszą zarobkami, bonusami i prestiżem. W odniesieniu do pracodawcy zwykło się przyjmować, że "duży" znaczy "dobry”. A małe przedsiębiorstwa, zwłaszcza te zatrudniające kilka czy kilkanaście osób, bywają traktowane jako pracodawca drugiej kategorii lub wręcz nie są brane pod uwagę w poszukiwaniach pracy. Czy słusznie? O tym, że świat, a mówiąc precyzyjniej - rynek pracy - wcale nie składa się tylko z korporacji, świadczą statystyki. Według Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości małe i średnie firmy zatrudniają 70% procent wszystkich pracujących w sektorze przedsiębiorstw. Udział samych mikroprzedsiębiorstw (czyli firm zatrudniających do 10 pracowników) to aż 40%. Chociażby z tego powodu nie powinniśmy lekceważyć ich jako potencjalnych pracodawców. Ograniczając pole poszukiwań, sami zmniejszamy sobie szanse na znalezienie pracy - to oczywiste. Ale za małymi firmami przemawiają nie tylko liczby. Praca w nich ma po prostu sporo zalet. Oczywiście są i wady, ale czyż nie mają ich korporacje?

Człowiek - orkiestra

Aneta Bartus, dziś pracująca w dziale marketingu dużej firmy spożywczej w Warszawie, pierwsze doświadczenia zdobywała w małym przedsiębiorstwie prowadzącym sprzedaż i serwis sprzętu komputerowego. "Byłam zatrudniona na stanowisku asystentki, lecz w zależności od potrzeb wykonywałam pracę sprzedawcy, księgowej, magazyniera, prywatnego kalendarza i zegarynki" - wspomina z uśmiechem. Specyficzną cechą pracy w małych firmach jest jej wielozadaniowość. Przy niewielkiej liczbie personelu wąska specjalizacja nie chodzi w grę. Co więcej, zakres obowiązków często nie jest precyzyjnie określony, nie mówiąc już o pisemnych opisach stanowisk, które są standardem w korporacjach. Robi się po prostu to, co jest w danej chwili potrzebne. Choć czasami może to być uciążliwe, jedno jest pewne - w takiej pracy można się wiele nauczyć. "Pracownicy z doświadczeniem w segmencie małych firm posiadają znacznie szersze kompetencje związane z łączeniem obowiązków" - zauważa Wioletta Podstawka, Permanent Placement Team Leader w Adecco. Karol Parczyński, absolwent zaocznej geodezji na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, przez cały okres studiów pracował w kilkuosobowej firmie geodezyjnej. "Znajoma pracująca w jednej z największych firm na rynku przez dwa lata zajmowała się tylko kreśleniem map. Ja robiłem wszystko - od obsługi inwestycji, poprzez badanie stanu prawnego nieruchomości, po rozstrzyganie sporu sąsiadów "o miedzę" - mówi. Dodaje, że umiejętności to nie jedyna korzyść. "Dzięki temu, że zapoznałem się z całym spektrum zadań, łatwiej było mi zdecydować, czym chcę zająć się w przyszłości" - podkreśla. Dziś pracuje w banku jako specjalista ds. wyceny nieruchomości.

Dylematy specjalisty

Wielozadaniowość to duży plus przede wszystkim dla osób stawiających pierwsze kroki w karierze. Oprócz wspomnianych już korzyści taka "multipraca" zapewnia świetny trening zdolności organizacyjnych i zarządzania własnym czasem. A jak wygląda to w przypadku specjalisty z kilkuletnim doświadczeniem? Tu zdania są podzielone. Monika Krajczyk, architekt w małej firmie deweloperskiej w Warszawie, narzeka, że ma już dosyć zajmowania się wszystkim "od zakupu papieru toaletowego po sprzedaż mieszkań". Chciałaby skupić się na meritum swojej pracy, czyli projektowaniu. Po osiągnięciu pewnej zawodowej dojrzałości dla wielu osób naturalna staje się potrzeba specjalizacji. Szczególnie, że wśród masy zadań zawsze są też te mało ambitne czy wręcz nudne. Karol Parczyński zauważa jednak, że przewagą małych firm jest większa samodzielność na stanowiskach specjalistów. "Po jakimś czasie pracodawca zaczął dawać mi dużo swobody. W małej firmie nikt nie patrzy ci na ręce tak jak w korporacji. Tu w banku wiele procesów jest szczegółowo zdefiniowanych, istnieją procedury, których musisz się trzymać. Ktoś już za ciebie zdecydował, jaki sposób działania jest najbardziej efektywny. Możesz myśleć inaczej, ale musisz się dostosować" - mówi.

Ścieżka kariery czy ślepa uliczka?

Skoro była już mowa o pracownikach bez doświadczenia i specjalistach, pora zapytać, jak w małych firmach pracuje się menedżerom. Problem w tym, że takich osób właściwie nie ma! W przedsiębiorstwach zatrudniających do kilkunastu osób jedynym kierownikiem zazwyczaj jest właściciel. Dominika Staniewicz, dyrektor operacyjny HR Brand i ekspert BCC ds. rynku pracy zauważa, że małe firmy zazwyczaj są "sterowane ręcznie". "Właściciel sam odpowiada za wszystko. Oznacza to że zazwyczaj poszukiwany jest personel pomocniczy, który prawdopodobnie nie będzie zarządzał" - wyjaśnia. Brak ścieżki kariery i możliwości awansu to niewątpliwie największy minus pracy w małych przedsiębiorstwach. Czasami jednak zdarza się, że właściciel powierza swojemu pracownikowi kierowanie niewielkim zespołem. Najczęściej w sytuacji, gdy przedsiębiorstwo rozwija się i zwiększa zatrudnienie. Jak wygląda praca menedżera w małej firmie? Agnieszka Malesza-Woźniak, dyrektor w niewielkiej agencji Triple PR, posiadająca też doświadczenie w kilku dużych firmach, przyznaje, że perspektywy na spełnienie się w zarządzaniu zespołem są mniejsze. Z drugiej strony uważa, że łatwiej wykazać się kreatywnością. Jak mówi, zarządzanie w małym przedsiębiorstwie jest dużym wyzwaniem. "Trzeba zachować proporcje pomiędzy miłą atmosferą, czasem nawet rodzinną, a stawianiem pracownikom wymagań i ich egzekwowaniem" - podkreśla.

Wałki i malowanie paznokci

Atmosfera to jeden z najczęściej podkreślanych atutów niewielkich firm. Panują w nich nieformalne stosunki i wszyscy dobrze się znają. Nie ma sztywnych zasad dotyczących na przykład stroju czy pory lunchu. Agnieszka Malesza-Woźniak zauważa, że w dużej firmie trzeba wpisać się w określone ramy kultury organizacyjnej, co czasem bywa ograniczające. "Trudno też jest czasem być zauważonym i docenionym. W mniejszej firmie każdy jest traktowany indywidualnie" - dodaje. Osoby wybierające małe przedsiębiorstwa mówią, że nie chcą być nic nie znaczącymi trybikami w gigantycznej machinie korporacji. Odstrasza ich też korporacyjny "wyścig szczurów". Dla Anety Bartus największym plusem jej pierwszej pracy była bezpośrednia komunikacja. "W małej firmie wszystkich ustaleń dokonuje się drogą ustną i rozmowa stanowi podstawę kontaktów. Dzięki temu większość tematów załatwia się bardzo szybko, a przy dobrych relacjach również przyjemnie. Przechodząc do korporacji, musiałam przystosować się niepotrzebnego wcześniej potwierdzania mailowego każdych ustnych uzgodnień" - opowiada. Dobrze wspomina też przyjacielskie relacje w pracy. "Zdarzyło mi się nakładać szefowej wałki na włosy i malować paznokcie. W korporacji byłoby to pewnie nazwane molestowaniem" - mówi ze śmiechem. Warto jednak zauważyć, że zacieranie się granicy między życiem prywatnym i zawodowym jest też pewnym zagrożeniem. Bezpośrednie kontakty są plusem, dopóki żyjemy w przyjaźni. W dużej firmie łatwiej współpracować z kimś, kogo nie lubimy. Choćby dlatego, że zawsze możemy pogadać z kimś innym. W małych firmach wzajemne dopasowanie osobowości i temperamentów pracowników jest wręcz konieczne.

Małe płacą mniej

Po stronie wad na pewno trzeba zapisać kwestię zarobków. Małe przedsiębiorstwa to często firmy rodzinne nastawione na minimalizację kosztów. Karol Parczyński, choć wysoko ceni doświadczenie zdobyte w pierwszym miejscu pracy, uważa, że jego wynagrodzenie było nieadekwatne do nakładu pracy. "Dodatkowo nie otrzymywałem rekompensaty za nadgodziny i formalnie byłem zatrudniony na pół etatu. Połowę pensji dostawałem na konto, połowę do ręki" - wspomina. Niestety takie sytuacje nie należą do rzadkości. Inną praktyką jest zatrudnianie na umowę zlecenie, co oznacza brak płatnego urlopu i zazwyczaj też chorobowego. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że również korporacjom często zdarza się nie płacić za nadgodziny i nie wszystkie z nich oferują na starcie wysokie wynagrodzenia. Ale niewątpliwie łatwiej dostać dobrze płatną pracę w firmie średniej czy dużej, niż w takiej, która zatrudnia kilka osób. Minusem jest też brak inwestycji w rozwój pracowników. O profesjonalnych szkoleniach pracownik małej firmy najczęściej może tylko pomarzyć. Nie wszyscy jednak oceniają kwestie finansowe negatywnie. Małgorzata Trochej, która kilka lat temu pracowała w maleńkim wydawnictwie, była zadowolona z wynagrodzenia. "To była pierwsza praca, więc nie miałam dużych oczekiwań. Lepsze to niż bezpłatne praktyki. W tym samym czasie otrzymałam też ofertę od firmy zatrudniającej 100 pracowników. Zaproponowali mi mniej! Co do rozwoju - w pracy nauczyłam się tak dużo, że żadne szkolenie tego nie zastąpi. Dodatkowo firma wysłała mnie do Niemiec na branżową imprezę, co było dla mnie bezcennym doświadczeniem" - opowiada.

Mały krok do wielkiej kariery

Młodych ludzi przed pracą w małej firmie często powstrzymuje obawa, że zamkną sobie w ten sposób drogę do kariery w korporacjach. Czy rekruterzy rzeczywiście szufladkują w ten sposób kandydatów? Wioletta Podstawka przyznaje, że pracodawcy często mają sprecyzowane oczekiwania co do tego, w jakim segmencie firm kandydat powinien mieć doświadczenie. W takich sytuacjach zazwyczaj "ciągnie swój do swego". Ale to raczej dodatkowy atut, a nie główne kryterium. "Wielu pracodawców nie stawia jako koniecznego wymogu doświadczenia korporacyjnego. Gdyby to uczynili, zamknęli by się na tzw. talenty" - zauważa Dominika Staniewicz. Według niej tym, czego poszukują firmy, są kompetencje. A to, gdzie zostały one zdobyte, nie jest już tak istotne. Aneta Bartus twierdzi, że przechodząc z małej firmy do dużej trudno jest zlikwidować kompleks powstający w wyniku mitu o świetnych, wykwalifikowanych specjalistach pracujących w korporacjach. Czy ten kompleks ma racjonalne podstawy? Słowo "mit" jest tu chyba wystarczającą odpowiedzią. Doświadczenie w małej firmie może być dla rozwoju zawodowego nawet cenniejsze niż praca w wielkiej organizacji. Wszystko zależy od tego, czym się zajmujemy i czego się uczymy. To działa w dwie strony - możemy utknąć na nierozwojowym stanowisku zarówno w małej, jak i dużej firmie. Warto podkreślić jeszcze jedną zaletę pracy w niewielkim przedsiębiorstwie. Nie ma lepszej szkoły życia, jeśli myślimy o założeniu własnego biznesu. Jeśli więc zastanawiamy się nad pracą w małej firmie, warto najpierw zadać sobie kilka pytań. Chociażby o to, jakie są nasze plany na przyszłość i na czym najbardziej nam zależy: na atmosferze, elastyczności, umiejętnościach, awansie czy może na pieniądzach? Ale tak naprawdę, żeby przekonać się, czy mała firma to miejsce dla nas, trzeba po prostu spróbować. Wszystko wyjdzie w praniu.


Pracuj.pl on Facebook