Certyfikat - obiekt pożądania
Motywacja niektórych osób rozpoczynających szkolenie jest przerażająca. Uzyskanie certyfikatu jest dla nich najważniejsze. Traktują go jak towar, a nie świadectwo umiejętności, które uzyskuje się w wyniku ciężkiej i żmudnej pracy.
Certyfikat stał się dziś prawdziwym obiektem pożądania. Bez niego nie ma bowiem szans na zdobycie pracy. Dziś każdy żąda dowodu na nasze umiejętności. Jednak nie każdy certyfikat rzeczywiście oznacza, że mamy do czynienia z osobą profesjonalnie wyszkoloną i w pełni przygotowaną do swojej pracy. Niestety – wiele zależy od szkoły, która wydaje świadectwo oraz od osobistego podejścia osoby o to świadectwo się ubiegającej. A z tym ostatnim bywa różnie.
Często do szkół i ośrodków szkolących przyszłych trenerów przychodzą osoby, których podejście można nazwać jedynie roszczeniowym. Uważają, że skoro płaca za kurs, to już za to należy im się certyfikat.
Jednak certyfikat to nie towar, który można kupić. Potrzebny jest pewien wysiłek, aby go zdobyć.
Takie podejście deklarują szkoleniowcy w centrum sportowo-rekreacyjnym Active w Szczecinie. Tam kładzie się duży nacisk na jakość szkolenia przyszłych instruktorów. Zdarzają się sytuacje, że jeśli uczęszczający na kurs nie zrobił wystarczających postępów – nie otrzyma świadectwa ukończenia kursu.
„Nie wystarczy fizyczna obecność na szkoleniu. Potrzebne jest doświadczenie, realizacja określonych zadań, zdobycie umiejętności, przyswojenie wiadomości. Tylko godziny spędzone na sali z samym sobą są w stanie wpłynąć na pozytywny stan rzeczy. Trudno wymagać, by po dwóch, czterech, czy nawet sześciu dniach szkolenia osiągnąć wyżyny, nie poświęcając ani chwili na przeanalizowanie zdobytej wiedzy i doskonalenie umiejętności”.
Jednak nie wszyscy kursanci wiedzą, że bez wytężonej pracy nie osiągną swojego celu i nie uzyskają dyplomu. Kursy przeważnie maja miejsce w weekendy, dlatego gdy ktoś wychodzi z założenia, że jedynie wykonywanie ćwiczeń na kursie wystarczy – jest w błędzie. Instruktorzy od razu wyłapują, kto pracował przez cały tydzień i zrobił postępy, a kto nic nie robił i liczy na cud.
Na tych ostatnich pod koniec kursu czeka niespodzianka – bo chociaż certyfikat to nie dyplom - jednak są jakieś założenia, które trzeba spełnić, aby go uzyskać. Inaczej będzie on tylko bezwartościowym świstkiem.
Szkolący nowych instruktorów przekonują:
„Wcale nie jest trudno być więcej niż przeciętnym instruktorem” – ale przecież nie o to chodzi, prawda?

