Marzysz o agresywnej grze na giełdzie, przeżywaniu codziennych emocji związanych ze zmianami na rynku i o fortunie zbitej na rynku kapitałowym? I nie chcesz ryzykować swoich pieniędzy? Zostań maklerem!
Literatura, filmy i Internet pełne są opowieści o szczęśliwych graczach giełdowych, którzy dobrze kupili, jeszcze lepiej sprzedali, a teraz spędzają czas na Bahamach i nie martwią się problemami życia doczesnego. Rzadziej pokazują osoby, którym nie wyszło – na giełdzie straciły cały majątek, popadły w długi, problemy osobiste… Ci, którzy lubią życie na krawędzi, mogą próbować samodzielnej gry na giełdzie. Ci, których giełda pociąga, ale nie chcą ryzykować własnego kapitału, mogą zostać maklerami.
- Obowiązki maklera łatwo wymieniać – mówi Michał Wojciechowski, doradca Zarządu Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska (DM BOŚ) – przyjmowanie i przekazywanie zleceń, doradztwo inwestycyjne, współpraca przy wprowadzaniu spółki na giełdę, przygotowywanie komentarzy i analiz, inwestowanie na rachunek firmy inwestycyjnej... Przez wiele lat panowało przekonanie, że makler jest w rzeczywistości "maklomatem", czyli maszynką do wstukiwania zleceń. I trochę tak było. Na szczęście sytuacja się zmieniła i makler ma prawo doradzać klientowi.
Z przodu czy z tyłu?
To, czym makler będzie się na co dzień zajmował w biurze maklerskim, zależy od tego, gdzie trafi. - Po uzyskaniu licencji można trafić albo do tzw. front office, czyli na stanowiska związane z obsługą klienta, albo do back office, na stanowiska analityczne – mówi Roland Paszkowski, dyrektor z Centralnego Domu Maklerskiego Pekao S.A. (CDM Pekao S.A.) – Maklerzy zajmujący się obsługą klienta pracują w centrali CDM (obsługujący dużych klientów korporacyjnych) lub w punktach obsługi klienta (POK) rozsianych po całym kraju (klienci indywidualni). Ich praca polega na przekazywaniu klientom rekomendacji przygotowywanych przez analityków oraz realizacja zleceń klientów. Im klient większy, tym większej pracy wymaga – maklerzy dzwonią do niego rano, przed otwarciem sesji, przekazują analizy i rekomendacje, a po zamknięciu sesji, po 16, przedstawiają podsumowanie dnia. W przypadku klientów inwestujących za granicą, zwłaszcza w USA, zdarza się, że makler musi zostać w pracy dłużej (tamtejsza giełda startuje po południu wg naszego czasu).
- Maklerzy pracujący w dziale obsługi klienta muszą umieć poruszać się sprawnie po całym rynku, znać różne jego segmenty – dodaje Michał Wojciechowski z DM BOŚ – specjalizacji może wymagać tylko obsługa specyficznych klientów, np. towarzystw funduszy inwestycyjnych. Pełna specjalizacja niezbędna za to jest maklerom zajmującym się analizami – trudno znać się bardzo dobrze na kilku różnych branżach, a analitycy muszą wiedzieć "wszystko" o swoim obszarze. – Analitycy, czyli back office, przygotowują raporty o "swoich" spółkach i rynkach, zdarza się też, że kontaktują się z klientami jako merytoryczne wsparcie dla maklerów. Muszą umieć szukać informacji niezbędnych do przygotowania raportów, zdobywać komentarze dyrektorów finansowych do publikowanych wyników (które mają wpływ na rynek czasem większy niż same wyniki), itp. – uzupełnia Roland Paszkowski.
Teraz wszystkim dobrze
Trwająca od miesięcy hossa na giełdzie warszawskiej ma silne przełożenie na rynek pracy maklerów. Coraz więcej klientów indywidualnych decyduje się „grać na giełdzie”, wzrasta więc mocno zapotrzebowanie na dodatkowych pracowników. Najczęściej – w dziale obsługi klienta. – Ale na giełdowej hossie zarabiają praktycznie wszystkie wydziały biur: rynku wtórnego, pierwotnego, sprzedaż funduszy czy dealerski – mówi Michał Wojciechowski – O tym, jak koniunktura wpływa na rynek świadczy też liczba nowootwieranych biur maklerskich.
Biuro maklerskie to nie jedyne potencjalne miejsce pracy – zapotrzebowanie na osoby doskonale znające rynek kapitałowy i regulacje nim rządzące zgłaszają również towarzystwa funduszy inwestycyjnych, ubezpieczeniowe, banki, czy firmy doradztwa finansowego. Ale większość z ponad 2000 maklerów, którzy zdobyli w Polsce licencję, marzy – przynajmniej na początku – o pracy w biurze maklerskim. A wiele spośród nich, zwłaszcza tych największych, oferuje pracę w różnych działach, a tym samym stwarza możliwość zmiany profilu pracy i uniknięcia wypalenia zawodowego. A że jest to problem, przyznaje Roland Paszkowski: - Praca na niektórych stanowiskach nie jest zbyt rozwijająca i wielu maklerów po kilku latach myśli o zmianie pracy. Zwłaszcza, że nie jest to zajęcie „lekkie, łatwe i przyjemne” – to ciągła praca pod presją czasu, obciążająca, grożąca popełnieniem błędu. W tym zawodzie często sekundy grają rolę!
W górę i w dół
Na inne zagrożenie wskazuje też Michał Wojciechowski: - Trzeba uważać na pułapkę wysokich zarobków. Dobra koniunktura może przynieść młodemu maklerowi wysokie premie, uzależnione np. od obrotu jego klientów. Taki sukces finansowy może przywiązać go do jednego stanowiska czy czynności, zamykając tym samym możliwość poznania innych stron tej ciekawej pracy.
Nie można też zapominać o pewnych negatywnych cechach tej pracy, przede wszystkim o sezonowości branży maklerskiej – dodaje Michał Wojciechowski – W czasie bessy, czyli długotrwałych spadków, biura maklerskie gwałtownie dostosowują koszty do malejących przychodów, czyli mówiąc wprost – zwalniają pracowników i zmniejszają zarobki. Trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza w czasie hossy.
Wiedza i charakter
Niewiele jest formalnych wymogów ograniczających dostęp do zawodu maklera – trzeba mieć czyste konto w rejestrze skazanych i zdać egzamin maklerski, zdobyć licencję. Nie jest istotne wykształcenie – Znam ludzi po socjologii czy teologii, którzy są świetnymi maklerami – twierdzi Roland Paszkowski z CDM Pekao S.A. – ekonomiści czy prawnicy mają na pewno łatwiej, bo pewne aspekty już wcześniej poznali, ale przecież wszystkiego można się nauczyć.
Kluczowe są cechy osobowości – to one zdecydują o sukcesie w tej branży. - Osoby o umiejętnościach analitycznych, systematyczne, przenikliwe, będą zapewne kandydowały do pracy w dziale analiz lub w dziale rynku pierwotnego – charakteryzuje Michał Wojciechowski – Osoby bardziej dynamiczne, komunikatywne, zdecydują się raczej na pracę z klientem. Wreszcie ci, którzy kochają ryzyko i wysoki poziom adrenaliny, będą starali dostać się do działu inwestycji własnych lub działu zarządzania. A od wszystkich trzeba wymagać odporności na stres, a w zasadzie znajomości skutecznych sposobów radzenia sobie z nim, bo uniknąć to się go nie da. Dynamiczne zmiany i ciągły ruch na giełdzie wymuszają również elastyczność w działaniu i łatwość dostosowywania się.
Makler nie dla siebie
Z pracą maklera wiąże się też pewne ograniczenie – nie można swobodnie inwestować na giełdzie na własny rachunek. – Maklera ogranicza szereg regulacji, ustanowionych zarówno przez władze giełdy, jak i biura maklerskie – mówi Roland Paszkowski – Pracownik biura maklerskiego może kupować na giełdzie, ale zlecenia musi składać minimum dzień przed zaplanowaną operacją, a sprzedawać – najwcześniej po kilku, kilkunastu dniach. Nie może również handlować papierami firmy, którą obsługuje. Nie ma więc mowy o wywołującym mnóstwo emocji day-tradingu czy wykorzystywaniu poufnych informacji – wszelkie takie działania kończą się śledztwem i postępowaniem przez Komisją Nadzoru Finansowego. Co roku kilka osób niestety trafia "na dywanik".
Maklerzy, którzy po kilku latach gry na giełdzie na rachunek biura maklerskiego stwierdzą, że chcą teraz aktywnie samodzielnie zająć się rynkiem, muszą odejść z tej pracy. I nie jest to zjawisko rzadkie. – Znam wielu maklerów, którzy po latach pracy zostali... klientami biur maklerskich i jednocześnie rentierami – przyznaje Michał Wojciechowski – Czego wszystkim życzę!
