Prawo jest jednym z najbardziej obleganych kierunków, zawód prawniczy uchodzi za prestiżowy, a absolwentów są tysiące. Jednak tylko nieliczni z nich mieli jak dotąd szanse na zaistnienie w zawodzie.
Ilość absolwentów wydziałów prawa nie przekłada się na ilość osób świadczących usługi prawnicze. Aby móc wykonywać zawód adwokata, radcy prawnego lub notariusza, należy odbyć tzw. aplikację. Jest ona płatna i obejmuje zajęcia szkoleniowe organizowane przez okręgową radę adwokacką, praktyki w sądzie, prokuraturze, kancelarii lub innej instytucji publicznej oraz wykonywanie zadań powierzonych przez patrona prowadzącego danego aplikanta. Pozytywnie zdany końcowy egzamin umożliwia wpisanie aplikanta do rejestru odpowiedniej grupy zawodowej. Dopiero taki wpis uprawnia do rozpoczęcia działalności w zawodzie adwokata, radcy prawnego lub notariusza. Dotychczas po studiach absolwent bez aplikacji nie mógł nawet prowadzić działalności określanej doradztwem prawnym.
Dotychczasowe zasady przyjmowania na aplikacje były na tyle kontrowersyjne z punktu widzenia absolwentów, że 15 sierpnia 2005 r. prezydent podpisał nowelizację ustawy "Prawo o adwokaturze". Wprowadzone jej mocą zmiany budzą z kolei wiele wątpliwości u przedstawicieli zawodów prawniczych.
Koniec limitów
Dotąd za rekrutację na aplikacje odpowiedzialne były korporacje prawnicze. Wśród studentów prawa powszechna jest opinia, że dostanie się na aplikację graniczy z cudem, bo zdany egzamin wcale nie był jedynym warunkiem przyjęcia. Dotychczas okręgowe co roku rady adwokackie ogłaszały limity przyjęć – z góry było wiadomo, że z grupy kilkuset absolwentów, przyjętych zostanie najwyżej kilkudziesięciu. Przy takich ograniczeniach, często należało wybrać spośród osób, które osiągnęły identyczny wynik z egzaminu pisemnego i ustnego. Wtedy decydować mogła część pozwalająca określić "umiejętność formułowania myśli", która była częstym powodem oblewania kandydatów. W środowisku studentów prawa bardzo wiele mówi się o tym, że na aplikacje dostają się w dużej mierze dzieci prawników. Zdaniem twórców nowej ustawy, korporacje przestaną mieć wpływ na przyjęcia do palestry, a jednym z głównych celów nowelizacji jest uzyskanie dostępu do zawodu przez osoby spoza układów.
Egzamin
Po zmianach w ustawie, na listę aplikantów zostaną wpisane wszystkie osoby, które na egzaminie uzyskają określoną ilość punktów. Wpis do rejestru mogą uzyskać także osoby bez aplikacji, ale za to z praktyką w zawodzie prawniczym, jak również doktorzy prawa i osoby z egzaminem sędziowskim i prokuratorskim.
Najbliższy termin egzaminu, który w całej Polsce będzie wyglądał jednakowo, to 10 grudnia 2005 r. Będzie podlegał nadzorowi państwowych komisji, a nie korporacjom. Nowa ustawa ma wszystkim gwarantować równy dostęp do aplikacji, a jedynym kryterium oceny ma być wynik centralnego egzaminu.
Dotychczas egzamin na aplikację składał się z części pisemnej oraz ustnej. Nowy egzamin ma mieć jedynie formę pisemną i sprawdzać wiedzę merytoryczną z dziedziny prawa. – Należy odróżnić egzamin na aplikację od egzaminu adwokackiego – mówi Monika Cichoń z Biura Promocji i Rekrutacji Wyższej Szkoły Zarządzania i Prawa. – Najczęściej egzamin na aplikacje zdają osoby, które dopiero co uzyskały tytuł magistra. Wiedza, która powinna być egzekwowana na tym egzaminie powinna odpowiadać wiedzy zdobytej podczas studiów na wydziale prawa.
Co to zmienia?
Nowa ustawa nie podoba się ani obecnemu ministrowi sprawiedliwości, ani Naczelnej Radzie Adwokackiej – zdaniem Rady nic nie wskazuje na wzrost zapotrzebowania na prawników, a więc ustawa wcale nie przyczyni się do wzrostu ich liczby na rynku. Nie zlikwiduje to tym samym bezrobocia wśród absolwentów prawa. Środowisko prawnicze ma również zastrzeżenia co do dopuszczenia do zawodu osób bez aplikacji.
Prawnicy nie przewidują także poprawy jakości usług. Protestują przeciw powierzeniu pieczy nad egzaminami jednostce centralnej i twierdzą, iż byłoby lepiej gdyby decyzje odnośnie egzaminów leżały w ich gestii, niż w gestii urzędników państwowych i postulują pozostawienie dotychczasowych kompetencji adwokaturze, ludziom "z wewnątrz".
Zdaniem NRA egzamin nie może się również składać tylko z części pisemnej. Nowelizację popierają za to studenci i absolwenci – szczególnie ze Stowarzyszenia Fair Play skupiającego tych, którzy na aplikację adwokacką się nie dostali. Póki co programy studiów w zasadniczej części nie ulegną raczej zmianie, ale jak poinformowano w Wyższej Szkole Zarządzania i Prawa, standardowe programy powinny być uzupełniane poprzez specjalistyczne wykłady charakterystyczne dla wąskich, lecz wysoko praktycznych dziedzin prawa, np. prawa autorskiego czy podatkowego.
Absolwenci powinni być także przygotowywani do prowadzenia kancelarii, organizowania miejsc pracy. Powinny być także wyeksponowane zagadnienia etyki zawodowej prawnika.
Na razie trudno określić jak zmieni się sytuacja na rynku usług prawniczych. Dlatego m.in. w kancelarii Linklaters w procesie rekrutacji nie będzie miało znaczenia na jakich zasadach naboru kandydat został przyjęty na aplikację. – Trudno powiedzieć jak nowe zasady przełożą się na sytuację na rynku usług prawniczych – w tym cenę czy ich jakość, dlatego nie chcemy zajmować stanowiska w tej kwestii – mówi Agnieszka Reinstein-Lipska odpowiedzialna w Linklaters za rekrutację.
Są jednak takie kancelarie, które rewolucji w świecie prawniczym się obawiają. Piotr Majchrowicz, radca prawny z kancelarii Chałas i Wspólnicy z Gdańska przyznaje, że do aplikantów przyjętych na nowych zasadach rekrutujący będą, przynajmniej na razie, podchodzić z dużą dozą nieufności. – W początkowym okresie można się spodziewać sporego zamieszania. Ceny prawdopodobnie spadną – na rynku pojawi się "młoda krew".
Na początku może też spaść nieco jakość usług, gdyż w branży mogą pojawić się osoby nie do końca kompetentne. Z czasem jednak sytuacja powinna wrócić do normy – mówi. Zdaniem Andrzeja Zacharzewskiego, wspólnika w kancelarii Nikiel i Zacharzewski z Krakowa to, z którego naboru na aplikację jest dana osoba, nie będzie miało wpływu na wynik rekrutacji. Przyznaje jednak, że większa ilość prawników wzmoże między nimi konkurencję (szczególnie o klienta ubogiego), ale kosztem jakości.
– Można będzie zatem w przyszłości za niewielkie pieniądze wynająć naprawdę dobrego młodego i prężnego specjalistę, a można będzie trafić na partacza i naciągacza. Tych ostatnich będzie więcej w tym segmencie, bo ci lepsi będą stopniowo przechodzić do droższego i bardziej ekskluzywnego grona kancelarii i prawników świadczących usługi eksperckie.
Dojdzie zatem do polaryzacji w świecie prawniczym. Z jednej strony "szara masa" tanich prawników – tu będzie dla klienta prawdziwa loteria (albo trafi świetnie, albo fatalnie) – lub kategoria kancelarii specjalistycznych, gdzie ceny usług mogą paradoksalnie wzrosnąć: płacić się bowiem będzie za markę, nazwisko, standardy obsługi i niezawodność – przewiduje, choć dodaje że to prognoza krótkoterminowa.
