Agent ubezpieczeniowy


- Sam decyduję, co i kiedy robię - to wielka zaleta mojej pracy - mówi Tomasz Sobiepan, pracujący dla ING Natoniale-Nederlanden.

Kluczowe są rekomendacje

Tomasz Sobiepan jest przedstawicielem ubezpieczeniowo-finansowym w ING N-N – Dawniej nazywani byliśmy agentami, ale od początku tego roku, na mocy ustawy o ubezpieczeniach, zmieniła się nazwa naszego zawodu. Formalnie jestem przedstawicielem agenta ING N-N.

Zmiany w nazewnictwie nie wpłynęły na zakres obowiązków byłych agentów. - Zajmuję się sprzedażą produktów finansów oraz obsługą klientów, którym te produkty już sprzedałem. Oferuję im ubezpieczenia na życie, uczestnictwo w funduszu emerytalnym, udziały w funduszach inwestycyjnych i niektóre produkty bankowe – mówi Tomasz Sobiepan. - Moi klienci to przede wszystkim osoby fizyczne, ale też małe i średnie przedsiębiorstwa.

Dzień pracy przedstawiciela składa się z trzech głównych części. Trzeba klienta znaleźć i umówić się na spotkanie, przygotować się do niego i odbyć to spotkanie. – Przedstawiciele w różny sposób organizują sobie pracę – tłumaczy Tomasz Sobiepan – Część z nich robi wszystko sama – szuka klienta, umawia i spotyka się z nim, inni – korzystają z pomocy telemarketerów, którzy za nich poszukują klientów. Najczęściej jest tak, że kilku przedstawicieli zatrudnia jednego telemarketera, który szuka dla nich klientów.

- Ja nie korzystam z pomocy telemarketerów, ponieważ stosuję najskuteczniejszy sposób pozyskiwania klientów – opieram się na rekomendacjach moich zadowolonych klientów i innych znajomych osób – mówi Tomasz Sobiepan – To najpewniejszy sposób, choćby dlatego, że w takiej sytuacji w zasadzie nie zdarza się, że osoba, do której dzwonię, odkłada słuchawkę nawet mnie nie wysłuchawszy. A przy dzwonieniu do obcych ludzi, znalezionych tylko za pośrednictwem ogólnodostępnych baz teleadresowych, nie jest to rzadkie.

Przedstawiciele formalnie prowadzą własną działalność gospodarczą i podpisują z agentem umowę agencyjną. – To rozwiązanie ma wiele zalet – uważa Tomasz Sobiepan – nikt nie organizuje mi czasu pracy, nie mówi, kiedy mam dzwonić do klienta, a kiedy się z nim spotykać. Ode mnie też zależy, ilu klientów zdobędę w ciągu miesiąca. A to oznacza, że tylko ode mnie zależy, ile zarobię. Nie ma górnego pułapu wynagrodzenia. Wiąże się z tym jednak też pewne ryzyko: jeśli nie znajdę klienta, nie będę miał pieniędzy. Na szczęście nie całe wynagrodzenie pochodzi od nowo pozyskanych klientów – pewna część to dochody niemal stałe, z obsługi już dawniej sprzedanych polis. To daje pewne poczucie bezpieczeństwa.

Osoby chcące sprzedawać polisy czy ubezpieczenia nie muszą mieć wykształcenia finansowego. – Równie dobrym przedstawicielem jak finansista może być humanista czy matematyk – mówi Tomasz Sobiepan, fizyk i były nauczyciel – liczą się przede wszystkim cechy osobowości, a nie kierunek studiów. Najważniejsza jest umiejętność rozmowy z człowiekiem. Przecież, żeby idealnie dopasować produkt do potrzeb klienta, musimy poznać go dobrze, wypytać o najbardziej drażliwe - finansowe – sprawy. Krótko mówiąc – musimy mówić „językiem korzyści klienta” – tak, by nas zrozumiał i ujrzał pożytki płynące z oferowanego produktu.

Tomaszowi Sobiepanowi praca przedstawiciela bardzo odpowiada. – Pracuję dopiero od roku, więc widzę coraz więcej możliwości, w jaki sposób mogę swoją pracę udoskonalić. Zależy mi na tym, aby moja praca była na jak najwyższym poziomie. To nie oznacza tylko większych zarobków, ale przede wszystkim wielką satysfakcję, że wszystko działa tak, jak powinno. A jeśli kiedyś trafi się możliwość awansu... to czemu nie? Ale tylko w pionie sprzedaży!

 

 praca, oferty pracySprawdź oferty pracy dla Agenta ubezpieczeniowego