Prezes - organizacje pozarządowe
Paweł Jordan jest Prezesem Biura Obsługi Ruchu Inicjatyw Społecznych. – Trzeba umieć zachować balans radosnej twórczości – mówi.
Profesjonalni pasjonaci
Biuro Obsługi Ruchu Inicjatyw Społecznych BORIS jest organizacją pozarządową, zajmującą się przede wszystkim poradnictwem i wspieraniem przedsięwzięć trzeciego sektora (pierwszy to instytucje państwowe, drugi – firmy prywatne). Od początku istnienia – czyli od 1992 roku – BORIS brał udział w powstawaniu niezliczonej ilości inicjatyw. – Rozpoczynaliśmy Centrum Wolontariatu i później pomagaliśmy w sieci Centrów Wolontariatu – wymienia Paweł Jordan. – Współtworzyliśmy program Funduszy Lokalnych, który jest teraz realizowany przez Akademię Rozwoju Filantropii, od początku wspieraliśmy też rozwój Biur Porad Obywatelskich, inicjowaliśmy Centra Aktywności Lokalnej, pomagaliśmy bardzo mocno w tworzeniu Stowarzyszenia Trenerów Organizacji Pozarządowych, teraz staramy się rozwinąć Pozarządową Agencję Ewaluacji i Rozwoju. Dziś są to nowe, samodzielne organizacje z nowymi liderami, z którymi cały czas współpracujemy i jak najbardziej współdziałamy.
Trzeci sektor
- Główna siła, która wypływa z BORIS-a, to jest to, że jeśli coś robimy, to na serio. Nie robimy takich rzeczy, że podejmujemy się jakiejś inicjatywy, a później mówimy, że nam nie wyszło albo że zrobimy to kiedy indziej. Sektorowi organizacji pozarządowych zarzuca się, że jest wirtualny, że nie wiadomo, co tam się robi i jakie są wymierne tego rezultaty. U nas konkretnie wiemy, co zrobiliśmy w ciągu 10 lat istnienia – mówi Paweł Jordan. – Chcemy być pasjonatami, ale nie „nawiedzonymi”, tylko profesjonalnymi. Trzeba umieć zachować balans pewnej radosnej twórczości, za którą w zasadzie ceni się organizacje pozarządowe – bo mówi się, że są innowacyjne, twórcze, starają się wprowadzać zmiany. Z drugiej strony, można popaść w totalną radosną twórczość – wymyślamy cały czas, ale nic za tym nie idzie, nie mamy systemowego podejścia. Więc trzeba to pogodzić. Czy to jest ogień z wodą? Chyba nie, staramy się, żeby się udawało.
Przypadkowa historia
Paweł Jordan jest obecnie prezesem BORIS-a. Zakres obowiązków? - Jestem głównie od pomocy strategicznej. Jestem mocno powiązany z Centrum Aktywności Lokalnej w skali ogólnopolskiej, pomagam również cały czas w rozwoju sieci Centrów Wolontariatu – tłumaczy prezes BORIS-a. Jak sam mówi, w czasie studiów na Wydziale Profilaktyki, Resocjalizacji i Polityki Społecznej UW nie planował pracy w trzecim sektorze. - Był to bardziej przypadek niż świadomy, jednoznaczny wybór. Kiedy byłem na ostatnim roku studiów na Uniwersytecie, przyszedł tam mój obecny przyjaciel Paweł Łukasiak [obecnie wiceprezes Zarządu BORIS-a – przyp. red.] – on opowiadał o tym sektorze. Był to 1992 rok, więc były to praktycznie zupełne początki rodzenia się ruchu obywatelskiego. Już w tym czasie – to był 1992 rok – były 3 osoby i od początku 1993 roku jestem tutaj zatrudniony. I tak, jak się robiło błyskawiczne kariery w biznesie, ja w pewnym sensie zrobiłem taką błyskawiczną karierę w BORISie – mówi Paweł Jordan. – Trudno do końca mówić o w pełni świadomym wyborze – byłem przewodniczącym samorządu studenckiego na moim wydziale i myślenie organizacyjno-społeczne jak najbardziej miałem. Natomiast wiedza na temat sektora społecznego czy organizacji pozarządowych była wtedy niezwykle nikła – i dalej, jak sądzę, jest dość słaba w szerszym odbiorze i świadomości każdego obywatela.
Pracownik nieodpłatny
W organizacjach pozarządowych jest miejsce dla pracowników etatowych – obecnie jest ich około 100 tysięcy – i dla pracujących bez wynagrodzenia wolontariuszy (około 3 miliony). Jak mówi Paweł Jordan, stosunek do ich pracy powinien być podobny. – Powinno się mówić, że są to pracownicy płatni lub nieodpłatni, a nie „tylko” wolontariusze. W odróżnieniu od tego, że jedni dostają pieniądze a drudzy nie, fakt, że pracuje się z nimi w podobny sposób powinien być elementarnym pojęciem w organizacjach pozarządowych – dodaje. W wolontariacie znajdzie się miejsce dla każdego. – Trzeci sektor w dużym stopniu pomaga „odprostowywaniu” się ludzi: zasysa tych, którzy potrzebują wsparcia, którzy nie chcą siedzieć w domu, ale nie mają takiej śmiałości i przebojowości, żeby np. założyć własną firmę i rozpocząć pracę na własną rękę. Oni w pewnych dziedzinach wolontariatu się sprawdzają – mówi Paweł Jordan.
Co poradzić tym, którzy chcieliby związać swoją przyszłość z organizacjami pozarządowymi? – Zdecydowanie najważniejsza rada to taka, żeby nie siedzieć w domu, tylko wyjść i zobaczyć, gdzie się podoba, zahaczyć się, zobaczyć, gdzie lubi się coś robić. Często ludzie na studiach – sam wiem to po sobie – nie wiedzą jeszcze, co by chcieli w życiu robić. A obywatelskie inicjatywy, organizacje pozarządowe są często tuż za rogiem. Trzeba wyjść i cały czas próbować: wtedy jest łatwiej – mówi prezes BORIS-a.
