Rzecznik prasowy
- Tę pracę trzeba lubić, żeby nie pluć sobie w brodę, gdy czasem w weekend albo po godzinach musisz wrócić do firmy, bo nagle dzwoni telefon, że zdarzyło się coś ważnego – mówi Robert Niczewski, były szef działu PR i rzecznik Polskiej Telefonii Cyfrowej, obecnie pracujący za granicą.
Tęsknię za urlopem
Ile telefonów od dziennikarzy odbierał pan codziennie jako rzecznik?
Średnio około pięćdziesięciu. Ale nie są to wszystkie telefony od mediów, wiele odbierali moi współpracownicy w dziale.
To było główne pańskie zajęcie?
Nie. Wiele czasu poświęcałem na komunikacją korporacyjną. Zajmowałem się też budowaniem relacji z naszymi inwestorami – Era jest w końcu spółką giełdową. To oznacza konieczność dostarczania akcjonariuszom, indywidualnym i firmom, które są właścicielami PTC, sporej ilości informacji. Także do USA, bo stamtąd pochodzą udziałowcy. Wreszcie, zajmowałem się też tzw. community relations, czyli budowaniem wizerunku firmy odpowiedzialnej społecznie, wspieraniem przez firmę społecznych i charytatywnych inicjatyw. No i sporo czasu musiałem poświęcać na rozwiewanie obaw, że np. budowa stacji przekaźnikowej w danym regionie nie wpłynie źle na zdrowie okolicznych mieszkańców.
Sporo zadań. Ile godzin pan pracuje?
Bywało od 12 do 15 godzin, ale to wiązało się ze przetargiem na telefonię UMTS, w którym ja koordynowałem działania PR naszej firmy. Miałem elastyczne godziny pracy, co jednak nie oznaczało, że mało pracuję. Miałem dwa telefony komórkowe, więc żona śmiała się, że nawet jeśli wrócę do domu o czwartej, to tam przeniesie się biuro, bo i tak będą dzwonić dziennikarze.
Do której potrafią dzwonić?
Najpóźniej telefon odebrałem o trzeciej nad ranem. Dzwonił dziennikarz z USA, prosił o notowania naszych obligacji w USA i komentarz do tego. Dla niego to była normalna pora.
Czy to wszystko oznacza, że jest pan pracoholikiem?
Tak źle chyba nie jest. Ale wszyscy w firmie wiedzą, że narzekam, iż od pięciu lat nie miałem urlopu. To znaczy miałem, ale albo musiałem po kilku dniach wracać, albo odbierałem telefony. Kiedyś recepcjonistka w hotelu wystawiła mi po pięciu dniach rachunek za papier faksowy. Odebrałem ich 72 strony, tyle papieru hotel ponoć nie zużywał przez pół roku. Ale ja tą pracę po prostu lubię. Wiem jednak, że kiedyś ograniczę czas pracy, będę do niej podchodził z większym luzem.
| | Sprawdź oferty pracy dla Rzecznika prasowego |
Od czego się to wszystko zaczęło? Wcześniej był pan raczej dziennikarzem. Piotr Czarnowski, znana osobistość polskiego PR, twierdzi, że były dziennikarz ma małe szanse zostać dobrym PRowcem.
Faktycznie, pracowałem w Sztandarze Młodych, potem The Warsaw Voice, opublikowałem też kilka tekstów w Time. Ale dziennikarstwo to było raczej hobby. Bardzo interesują mnie sprawy związane z polityką zagraniczną, zresztą to był temat moich studiów w Anglii. No i chciałem zrealizować jakieś swoje ambicje. Pokazać, że człowiek stąd może się gdzieś tam na Zachodzie przebić, mieć coś do powiedzenia, opublikować coś po angielsku. Ale doświadczenie dziennikarskie bardzo się przydaje w PR. Daje znajomość rynku mediów, umiejętność pisania informacji prasowych czy tekstów przemówień prezesów, daje wiedzę o redagowaniu wewnątrz firmowej gazety.
A skąd pomysł na przejście od dziennikarstwa na drugą stronę?
Właściwie zdecydował przypadek. Miałem już pewną na 90% ofertę pracy, jako doradca ds. mediów ambasadora Australii. To było związane z moim hobby – polityką zagraniczną. Ale wtedy pojawiła się oferta z Ery. Nie ukrywam, że zobaczenie, jak to wszystko wygląda od strony dużej korporacji, pociągało mnie. I zdecydowałem się.
Kto może sprawdzić się jako PRowiec?
To trzeba lubić, żeby nie pluć sobie w brodę, gdy czasem w weekend albo po godzinach trzeba wrócić do firmy, bo nagle dzwoni telefon, że zdarzyło się coś ważnego. Potrzebne jest duże zaangażowanie. Wiele osób dziwi się, że angażuję się w pracę, jakby PTC to była moja własna firma. Ale to jest potrzebne, by osiągnąć sukces. No i myślę, że przydaje się pewna nutka indywidualizmu.
Największa pana wpadka?
Najbardziej trzeba się pilnować, przekazując informacje dotyczące inwestorów. Kiedyś powiedziałem dziennikarzowi, że mamy udziałowców polskich i zagranicznych, większościowych i mniejszościowych. A z tekstu wynikło, że to polscy są mniejszościowi, co jest nieprawdą. Na taką informacje w prasie zareagowała nawet giełda.
| | Sprawdź oferty pracy dla Rzecznika prasowego |
