Niepełny etat - gorsza kategoria czy praca marzeń?
Cztery godziny zamiast ośmiu w biurze? Brzmi to kusząco. W końcu pracujemy, żeby żyć, a nie żyjemy po to, by pracować. Ale pensja za pół etatu jest już znacznie mniej zachęcająca… Na dodatek wcale nie jest łatwo taką pracę znaleźć.
Joanna, podwójna mama z Warszawy, pracująca z domu w charakterze copywritera - freelancerki, od kilku miesięcy szuka bardziej stabilnej pracy na część etatu. "Żal mi zostawiać dzieci w żłobku na 10 godzin, a tyle czasu zabierałaby mi praca "na full" wraz z dojazdem. Dlatego zakładam maksymalnie sześć godzin dziennie" - wyjaśnia. Niestety takich ofert jest jak na lekarstwo. Joanna znajduje od kilku do kilkunastu ogłoszeń w miesiącu. Na razie była tylko na jednej rozmowie kwalifikacyjnej - bez efektu. A przecież to stolica! Jeszcze trudniej jest w mniejszych miejscowościach.
Kobiety wychowujące małe dzieci, studenci, a także osoby starsze - to oni najczęściej są zainteresowani krótszym czasem pracy. Na rynek wkracza też "pokolenie Y" - młodzi ludzie, dla których tzw. "work-life balance" jest ważniejszy od wspinaczki po szczeblach kariery. Zapotrzebowanie na niepełnoetatową pracę istnieje, ale w Polsce wciąż jest to marginalna forma zatrudnienia.
"W krajach północnej i zachodniej Europy praca w niepełnym wymiarze godzin jest bardzo popularna. W Holandii w II kwartale 2011 roku na część etatu pracowała niemal połowa siły roboczej. W Szwajcarii było to 33 proc., w Niemczech i Danii po 26 proc. A w Polsce "niepełnoetatowcy" stanowili zaledwie 7 proc. zatrudnionych" - informuje Gabriela Jabłońska, analityk rynku pracy w firmie Sedlak&Sedlak.
Specjalista na pół etatu? Nie u nas
Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone. Przede wszystkim chodzi o relatywnie niski poziom płac i zamożności polskiego społeczeństwa. Z pracy na część etatu po prostu trudno u nas wyżyć, w odróżnieniu od krajów Zachodu. Ale są też bariery po stronie pracodawców. Nadal jest zbyt mało firm otwartych na elastyczne formy zatrudnienia, które ułatwiają godzenie zawodowej sfery życia z prywatną. Sprawa okazuje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy przyjrzymy się typowym niepełnoetatowym stanowiskom.
"Najczęstsze oferty pracy na niepełny etat dotyczą pracy związanej z obsługą klienta - na przykład na stanowiskach kasjer, sprzedawca, merchandiser, w telemarketingu, call center, administracji biurowej, czy też ochronie. Są to zatem głównie stanowiska wymagające od kandydatów stosunkowo niewielkich kwalifikacji a także charakteryzujące się dużą rotacją pracowników. Niewiele spotyka się ofert adresowanych do specjalistów czy też osób z doświadczeniem" - mówi Justyna Sławik, konsultant agencji rekrutacyjnej Randstad.
Studenci mogą więc znaleźć coś dla siebie, ale już pracujące matki - niekoniecznie. Tak jak Joanna, która przyznaje, że większość ofert to praca poniżej jej kwalifikacji. Niestety w tym segmencie rynku pracy popyt w znacznej mierze rozmija się z podażą.
Wybór czy konieczność?
Wskutek rozbieżności oczekiwań pracodawców i pracowników praca na część etatu staje się dla tych ostatnich zatrudnieniem drugiej kategorii. Szczególnie, że najczęściej dotyczy stanowisk, które i tak są dość nisko wynagradzane. "W naszym kraju praca na niepełny etat jest bardziej przymusem, niż świadomym wyborem. Niemożność znalezienia pełnoetatowego zajęcia, choroba własna lub członka rodziny to główne przyczyny wybierania tego typu zatrudnienia. Przykładowo w Holandii są to przede wszystkim edukacja i opieka nad dziećmi" - zaznacza Gabriela Jabłońska.
Niższemu wynagrodzeniu często towarzyszy brak stabilności. Gdy trzeba kogoś zwolnić, niepełnoetatowcy często są pierwsi w kolejce "do odstrzału". W kolejce do awansu - raczej bliżej końca. Bywają traktowani jak "outsiderzy" - mniej się w nich inwestuje, nie wysyła na szkolenia. Na dodatek nierzadko proponuje się im umowy cywilnoprawne zamiast umowy o pracę, co pozbawia ich wielu pracowniczych uprawnień. Gorsza sytuacja osób zatrudnionych w rozmaitych "elastycznych" formach w porównaniu z pracownikami mających "normalne" umowy jest dość powszechnym zjawiskiem, nie tylko w Polsce. Szczegółowe badania prowadzi na ten temat m.in. Europejska Fundacja na Rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy.
Niepełny etat, ale pełne prawa
Tymczasem Kodeks pracy mówi wyraźnie, że jakakolwiek dyskryminacja ze względu na formę zatrudnienia (np. na czas określony lub niepełny wymiar czasu pracy) jest niedopuszczalna (art. 11 ³). Pracownik zatrudniony w niepełnym wymiarze nie może być z tego powodu pomijany przy awansach, przyznawaniu premii czy pozapłacowych świadczeń, takich jak bony czy opieka medyczna.
Nieuprawnione jest też zawieranie umowy zlecenia lub o dzieło w sytuacji, gdy relacja między pracownikiem i pracodawcą spełnia przesłanki stosunku pracy. Najważniejsze z nich to obowiązek osobistego wykonania powierzonych zadań, podleganie nadzorowi ze strony pracodawcy (podporządkowanie jego poleceniom) oraz świadczenie pracy w określonym miejscu i czasie. Jak to odróżnić w praktyce? Wyobraźmy sobie przykładowo administratora forum internetowego wykonującego swoje obowiązki średnio cztery godziny dziennie. Jeśli sam organizuje on sobie czas i sposób wykonania tej pracy, właściwą formą prawną będzie umowa zlecenia. Inaczej jest choćby w przypadku asystentki dyrektora, bo taka praca z definicji jest wykonywana pod ścisłym kierownictwem przełożonego.
Ważne formalności
O czym jeszcze warto wiedzieć? W harmonogramie czasu pracy osoby zatrudnionej na część etatu należy ustalić, w jakich dniach i po ile godzin będzie ona wykonywać pracę. Jest to konieczne m.in. do tego, by prawidłowo rozliczać urlopy. Urlop wypoczynkowy przysługuje bowiem "niepełnoetatowcowi" w wysokości proporcjonalnej do wymiaru czasu pracy i jest udzielany w godzinach.
W umowie z kolei musi znaleźć się informacja o dopuszczalnej liczbie godzin pracy ponad określony wymiar czasu pracy, której przekroczenie uprawnia pracownika, oprócz normalnego wynagrodzenia, do dodatku za nadgodziny. W przypadku czterogodzinnej pracy można na przykład ustalić, że piąta i szósta godzina jest wynagradzana "normalnie", a za każdą kolejną pracownikowi przysługuje dodatek.
Krótszy pobyt w pracy wpływa też na prawo do przerwy. Pracodawca nie musi zapewniać 15-minutowej przerwy wliczanej do czasu pracy, jeśli dobowy wymiar czasu pracy jest niższy niż sześć godzin.
Zamiast wychowawczego
Poszukując nowego miejsca zatrudnienia, specjaliście czy - tym bardziej - menedżerowi niełatwo znaleźć pracę na część etatu. Większe są za to szanse na taką zmianę w firmie, w której już się zadomowiliśmy. Justyna Sławik (Randstad) zauważa pozytywne trendy w tej dziedzinie. "Część pracodawców wychodzi naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom swoich pracowników, szczególnie pań po urlopie macierzyńskim, oferując im możliwość pracy - przynajmniej na jakiś czas - w niepełnym wymiarze czasu pracy" - mówi rekruterka.
Rodzice maluchów są zresztą w uprzywilejowanej sytuacji. Wniosek o obniżenie wymiaru czasu pracy złożony przez pracownika uprawnionego do urlopu wychowawczego obowiązkowo musi zostać uwzględniony przez pracodawcę. Uprawnienie to obejmuje okres trzech lat, najdłużej do osiągnięcia przez dziecko wieku czterech lat. Co więcej, w ciągu 12 miesięcy od dnia złożenia takiego wniosku firma nie może rodzica zwolnić, chyba że ogłosiła upadłość lub pracownik zasłużył sobie na "dyscyplinarkę".
Na pewno przydałoby się więcej takich rozwiązań wspierających niepełnoetatowców, nie tylko rodziców. Bo praca na część etatu ma w sobie wielki potencjał - na Zachodzie traktuje się ją nie tylko jako receptę na równowagę między pracą i życiem, ale też jako środek przeciwdziałania bezrobociu. Mniej godzin na jedną osobę oznacza przecież większą liczbę miejsc pracy. Ale w naszym kraju jeszcze sporo musi się zmienić, by praca w niepełnym wymiarze była atrakcyjna i dostępna dla różnych grup zawodowych. Pozostaje mieć nadzieję, że tak się stanie. I że Polacy - jak Holendrzy - będą pracować, żeby żyć, nie na odwrót…
