Z nowym rokiem postanawiam, że…
Wraz z nowym rokiem obiecujemy sobie, że coś zmienimy w naszym życiu. Najczęstszymi postanowieniami noworocznymi są te związane ze zdrowiem i kondycją fizyczną, ale wielu z nas myśli również o rozwoju zawodowym. Co roku też życzymy sobie i innym spełnienia tych marzeń i dotrzymania złożonych obietnic.
Noworoczne deklaracje stały się już tradycją, bez której wiele osób nie wyobraża sobie wejścia w nowy rok. Ilu z nas wypowiadając te obietnice wytrzyma w postanowieniu dłużej niż kilka dni? Za każdym razem liczymy, że zmiany, które zaplanowaliśmy, okażą się bardziej wiążące niż te sprzed roku. Postanawiamy więc: rzucić pracę i zacząć szukać nowej, pójść do szefa po podwyżkę, itd. Deklaracje te bywają czasem odruchem chwili, a czasem wskazują na coś, co naprawdę warto zmienić. Wszelkie zmiany dobrze jednak przeprowadzać planowo, nie zaś pod wpływem spontanicznego impulsu.
Dlaczego podejmujemy nowe postanowienia?
Przełom roku budująco wpływa na naszą odwagę i wiarę w sukces, a to z kolei motywuje nas do wysiłku, by realizować noworoczne cele. Na tym właśnie polega magia noworocznych postanowień. Czy warto jednak pozostawać niewolnikiem dat w kalendarzu? Czy to źle, że wierzymy w sprawczą moc nowego roku, która daje nam nadzieję na zmianę naszego życia? Odpowiedź brzmi "nie". Bezcelowe jest jednak składanie nierealnych deklaracji. W takim przypadku z góry narażamy się na poczucie porażki i rozgoryczenia.
Jeśli decydujemy się na radykalną zmianę w swoim życiu, np. na zmianę pracy, to najpierw musimy ją odpowiednio zaplanować. Jeśli obiecujemy sobie, że będziemy poświęcać więcej czasu na kontakt z dziećmi, to wcześniej musimy zastanowić się, jak temu podołamy, skoro pracujemy do godziny dziewiętnastej lub dwudziestej. W jaki sposób chcemy porzucić nielubianą pracę, skoro mamy na utrzymaniu rodzinę? Czy jesteśmy w stanie pozbyć się zbędnych kilogramów w miesiąc, jeśli na nadwagę pracowaliśmy wiele lat?
Musimy zdać sobie sprawę, że pewnych postanowień nie da się zrealizować ot tak. Owszem, nowy rok oznacza nowe możliwości i szanse, ale nie jest to początek nowego życia. Nie jesteśmy w stanie jednym posunięciem magicznej gumki-myszki wymazać naszych dotychczasowych nawyków, przyzwyczajeń, realiów, w których funkcjonujemy i które nas determinują. Poważne zmiany w życiu wymagają czasu oraz planowania.
Zbyt pochopne deklaracje…
Decyzja o podjęciu noworocznego postanowienia zazwyczaj jest spontaniczna i nie towarzyszy jej głębsza analiza rzeczywistych możliwości jej realizacji. Mówimy: "No, od stycznia nic nie jem", "Zaraz po Nowym Roku pójdę i powiem szefowi, co o nim myślę". Kiedy jednak dochodzi do realizacji konkretnych działań, wycofujemy się i zaczynamy rozważać, co zyskamy, a co stracimy, mówiąc szefowi, jaką mamy na jego temat opinię. Czy porzuciwszy nielubianą pracę, na pewno znajdziemy nową, lepszą? Czy takie zachowanie ma sens? Uruchamiamy zdroworozsądkowe myślenie, ograniczając postrzeganie życzeniowe. Sformułowanie noworocznych postanowień i sama deklaracja ich powzięcia, większości osób przychodzi bez większego wysiłku, ale ich dotrzymanie sprawia już sporo trudności. Po kilku dniach entuzjazmu najczęściej przychodzi załamanie i utrata wiary we własne siły.
Nowe wyzwania zawodowe czy prywatne?
Jeśli czujemy się niespełnieni w pracy, łatwiej nam będzie podejmować postanowienia zawodowe. Jeżeli natomiast czujemy, że coś w naszym życiu prywatnym wymaga zmian, rozpoczniemy od tej sfery. Warto też zastanowić się, po co wyznaczamy sobie dany cel. Zastanówmy się, czy nasza decyzja nie jest wynikiem presji lub nacisku osób trzecich. Nie sugerujmy się tym, co mówi koleżanka, znajomy czy kuzynka. Cokolwiek sobie postanawiamy, róbmy to przede wszystkim dla siebie. Jeśli decydujemy się ograniczyć pracę po godzinach, niech będzie to decyzja podyktowana faktem, że dotychczasowy stan rzeczy komplikuje nam relacje z bliskimi oraz czujemy, że "coś" ważnego nam w życiu umyka. Jedynie wówczas będzie to słuszne postanowienie. Zupełnie inaczej niż w przypadku, gdy u podstaw naszych deklaracji leży presja ze strony innych. Np. kiedy żona nalega, by mąż mniej pracował, podczas gdy on w gruncie rzeczy tego nie chce. Jeżeli podświadomie na czymś Ci nie zależy, nie odniesiesz oczekiwanych rezultatów.
By nasze postanowienia miały szansę realizacji…
Po pierwsze zastanówmy się, czy to, co zamierzamy osiągnąć, jest realne. Zanim zaczniemy dążyć do celu, przeanalizujmy, czy jest on w zasięgu naszych możliwości. Pomyślmy, czy rzeczywiście mamy szansę na nową pracę. A może najpierw powinniśmy podszkolić się, podnieść kwalifikacje i nabyć nowe umiejętności? Zamiast mówić sobie: "W styczniu schudnę 10 kilogramów", wyznaczmy sobie cel pośrednie, drobniejsze, np. "zapiszę się na siłownię", "wyeliminuję z diety słodycze". Marzymy o większym mieszkaniu z ogromnym tarasem…? Policzmy, czy przy naszych dochodach kupno takiego mieszkania jest to wykonalne. Jeśli nie, to nie katujmy się myślą, że nasi znajomi właśnie wprowadzili się do apartamentu, a nas na to nie stać. Cieszmy się z tego, co mamy i zastanówmy się, jak możemy zrealizować nasze marzenie w dłuższej perspektywie czasowej. Np. zorientujmy się w możliwościach pozyskania kredytu.
Koniecznie też nagradzajmy się za wszystkie te postanowienia, które udało się nam zrealizować, za każdy z pokonanych etapów. Cieszmy się, jeśli w styczniu schudliśmy półtora kilo i udało się nam ograniczyć jedzenie słodyczy. Doceńmy to, że zdołaliśmy tak zorganizować obowiązki zawodowe, aby dwa razy w tygodniu wracać wcześniej do domu i mieć czas na zabawę z dziećmi. Ważne, żebyśmy nie rzucali się z „motyką na słońce” i nie oczekiwali od siebie nierealnych dokonań. Planujmy zmiany rozważnie, nie przeceniajmy swoich możliwości i działajmy w myśl zasady: „Mierz siły na zamiary”.
Zastanówmy się też nad własnymi słabostkami, które planujemy zmienić - być może dojdziemy do wniosku, że to właśnie one są wyznacznikiem naszego „ja”, mimo iż nie wszystkim odpowiadają…? Czy naprawdę musimy się zmieniać? Czy musimy być chudsi, młodsi, bogatsi, odważniejsi, bardziej towarzyscy itd.?
