Modny doktorat
Do niedawna głównym celem robienia doktoratów było dla młodego człowieka rozwijanie zainteresowań, a dla uczelni odnawianie kadry akademickiej. Dziś robi się doktoraty po prostu dla pieniędzy.
Liczba osób przygotowujących pracę doktorską rośnie. Kiedyś podobną popularność przeżywał tytuł magistra. Dziś za sprawą czterech setek uczelni, które opuszcza rocznie prawie pół miliona absolwentów, wyższe wykształcenie spowszedniało. Ponieważ apetyt wzrasta w miarę jedzenia, przyszedł czas na tytuły naukowe. Już samo stwierdzenie, że się pisze albo „robi” doktorat dodaje rozmówcy tajemniczości i powagi. Wrażenia nie psuje fatalny stan polskiej nauki, a chętnych na „dr” przed nazwiskiem przybywa.
Do niedawna głównym celem robienia doktoratów było dla młodego człowieka rozwojanie zainteresowań, a dla uczelni odnawianie kadry akademickiej. Dziś robi się doktoraty po prostu dla pieniędzy. Dzieje się tak zwłaszcza w naukach ekonomicznych. Doktorat to dobry interes dla uczelni i osoby, która uzyska ten tytuł. Szkoły prywatne, które w obliczu nadchodzącego wielkimi krokami niżu demograficznego usiłują szybko budować swój wizerunek, chętnie zatrudniają świeżo upieczonych doktorów. Gorzej mają się osoby z tytułami w pozostałych dziedzinach naukowych. Prywatne uczelnie techniczne dopiero raczkują, lekarze z doktoratem wcale nie zarabiają więcej, a chemików czy biologów poszukują tylko znane koncerny farmaceutyczne i to najczęściej do pracy za granicą.
Etat albo studia
Jeśli ktoś decyduje się na doktorat, ma do wyboru pomiędzy pracą na uczelnianym etacie lub studiami doktoranckimi. Praca na uczelni jest zwykle marzeniem każdego planującego karierę naukową. Jest to jednak droga w jedną stronę. Aby pogodzić zdobywanie wciąż nowej wiedzy, prowadzenie zajęć ze studentami i pracochłonne (a co najważniejsze – drogie) badania, potrzeba dużo wytrwałości. Zwykle należy zrezygnować z jakiejkolwiek innego zajęcia, przez co im dalej od skończenia studiów, tym trudniej odnaleźć się na tradycyjnym rynku pracy. Pracodawcy, zwłaszcza mali i średni, niechętnie patrzą na kandydatów z tytułem doktora. Firmy takie nie prowadzą najczęściej działalności badawczej ani nie zajmują się poszukiwaniem wynalazków. Pracownik naukowy jest dla nich za drogi, a jego wiedza niepotrzebna. Jeśli więc osoba zatrudniona na uczelni po kilku latach zostanie zwolniona, długo poszukuje nowego zajęcia.
Drugim sposobem na uzyskanie stopnia naukowego są studia doktoranckie. Zwykle uczelnie organizują je w sposób dzienny lub zaoczny. Tryb dzienny wymaga od studenta większego zaangażowania. Po pierwsze, trudno się na takie studia dostać, ponieważ pod uwagę brane są oceny ze studiów, dotychczasowe publikacje, udział w konferencjach tematycznych. Niektóre uczelnie ze względów finansowych w ogóle zrezygnowały z tej formy kształcenia kadry naukowej.
Po drugie, trzeba sobie zarezerwować trochę czasu w tygodniu na obowiązkowe zajęcia. Zajmują one jeden lub dwa dni w tygodniu, co nawet przy dobrej woli pracodawcy na dłuższą metę jest nie do pogodzenia z obowiązkami zawodowymi. Dodatkowo uczelnie stawiają swoim studentom wymóg, że praca poza uczelnią musi być na tylko na część etatu. Niekiedy określone jest to jako np. pół etatu (np. Śląska Akademia Medyczna), gdzie indziej wyznaczony jest limit przepracowanych godzin w miesiącu.
Po trzecie, student studiów doktoranckich musi poprowadzić określoną w regulaminie studiów liczbę godzin dydaktycznych. W Akademiach Ekonomicznych limit ten wynosi zwykle 90 godzin w semestrze, w Akademiach Medycznych 30, a na Uniwersytecie Śląskim obowiązkiem doktoranta jest prowadzenie 7 godzin na tydzień.
Stu kandydatów rocznie
Największy tłok jest wśród kandydatów ubiegających się o stanowisko asystenta. W obliczu wysokiego bezrobocia podpisanie umowy o pracę na kilka lat gwarantuje poczucie bezpieczeństwa i możliwość uniknięcia szalonej walki na rynku pracy (uczelnie zwykle przyjmują asystentów na 4 do 8 lat i przedłużają umowę w przypadku obronienia przez nich rozprawy doktorskiej). W niektórych uczelniach na jedno miejsce startuje często kilkudziesięciu chętnych, podczas gdy jeszcze 5 lat temu kandydatów było co najwyżej kilku.
W przypadku studiów doktoranckich sytuacja jest bardziej skomplikowana. Szkoły wyższe, które zachowały jeszcze w swoim programie dzienne studia doktoranckie, są zwykle oblegane przez kandydatów. Największe szanse mają jednak ich absolwenci, a reszta chętnych przyjmowana jest w zależności od liczby wolnych miejsc. Dzienne studia doktoranckie są z reguły bezpłatne, można nawet uzyskać nieopodatkowane stypendium naukowe. Zaoczne studia doktoranckie, mimo że wymagają wysokich nakładów finansowych, cieszą się również dużym powodzenie. W Akademii Ekonomicznej w Katowicach w tym roku było aż 100 kandydatów i wszyscy zostali przyjęci. Studia są płatne, a stypendium nie przysługuje.
Choć rośnie liczba miejsc na płatnych studiach doktoranckich w większości uczelni, które mają prawo do nadawania tytułów naukowych, dopiero w przyszłości okaże się, czy doktorat to tylko dzisiejsza moda, czy konieczność.
