Firmy z branży FMCG to w dużej mierze zagraniczne koncerny, które otworzyły oddziały w Polsce. Dzięki temu ich pracownicy mają możliwość wyjazdów do pracy w centrali lub w innych państwach, gdzie firma prowadzi swoją działalność.
Na początku lat dziewięćdziesiątych większość kadry kierowniczej przedsiębiorstw zagranicznych, które wchodziły na Polski rynek, składała się z obcokrajowców – znających firmę od lat i wykształconych w rzeczywistości rynkowej, znających zasady nowoczesnej ekonomii. Polacy zajmowali w takich firmach niższe stanowiska, gdyż nawet jeśli posiadali odpowiednie kwalifikacje, zagraniczne firmy nie darzyły ich pełnym zaufaniem.
Z roku na rok sytuacja się zmieniała – coraz więcej Polaków zajmowało wyższe stanowiska, obcokrajowcy, których wiedza przestawała być unikalna, wracali do swoich krajów lub jechali dalej, rozwijać działalność na innych rynkach. W pewnym momencie zagraniczni szefowie zauważyli, że polscy pracownicy nie są wcale gorsi od swoich zachodnich kolegów, a niejednokrotnie okazują się bardziej przydatni, gdyż nie dość, że mają podobną wiedzę specjalistyczną, to jeszcze o wiele lepiej znają realia, w jakich muszą prowadzić działalność.
W różnych firmach proces ten przebiegał w różnych tempie, jednak już od pewnego czasu liczba obcokrajowców przyjeżdżających do Polski zmniejsza się. Co więcej, to polscy pracownicy zaczynają wyjeżdżać do zagranicznych oddziałów. I jest ich coraz więcej. – Liczba naszych pracowników zatrudnionych poza krajem jest większa niż liczba obcokrajowców pracujących u nas - mówi Jarosław Pawłowski, dyrektor ds. zasobów ludzkich w Philip Morris Polska.
Nawet na stanowiska kierownicze
Polacy, którzy marzą o karierze międzynarodowej w dużej korporacji, mają niewielkie szanse na samodzielne znalezienie takiej pracy. Po pierwsze, na razie niewiele krajów otworzyły swoje rynki dla Polaków, a po drugie – na całym świecie o taką pracę starają się tysiące ludzi i obcokrajowcy mają niewielkie szanse na wygranie rekrutacji z miejscowymi kandydatami. Rozwiązaniem – skutecznym – jest związanie się z daną firmą już w Polsce, a następnie staranie się o zagraniczny kontrakt.
Możliwości wyjazdu za granicą dla swoich pracowników stwarzają niemal wszystkie międzynarodowe korporacje działające w Polsce – firmy konsultingowe, banki, przedsiębiorstwa transportowe, itp. Jednak to zwykle firmy z branży FMCG oferują wiele miejsc na takie wyjazdy. – Wiosną tego roku około 40 pracowników Philip Morris Polska pracowało poza granicami kraju – mówi Jarosław Pawłowski.
Dobrą opinię na temat pracowników z Polski potwierdza też to, że Polacy często zajmują ważne stanowiska w strukturach zagranicznych oddziałów czy centrali. – Dyrektor sprzedaży w jednym z naszych oddziałów został mianowany dyrektorem generalnym filii w jednym z krajów europejskich – mówi Maja Kuryłło z L’Oreal Polska – Inny z naszych kolegów, szef grupy odpowiedzialny za jedną z marek, wylądował w centrali w Paryżu na stanowisku szefa marketingu swojej marki dla całej strefy złożonej z kilkunastu krajów.
Na kilka miesięcy lub… lat
Na szczęście w żadnej (a przynajmniej w większości) firm nie utrwaliło się przekonanie, że świetni są np. polscy marketingowcy czy informatycy, a specjaliści z innych dziedzin muszą się jeszcze dużo nauczyć od kolegów z Zachodu. – Patrząc na osoby, które wyjeżdżają, trudno jest wskazać konkretną dziedzinę, w których takie wyjazdy byłyby częstsze niż w innych – zauważa Jarosław Pawłowski. Zjawisko to potwierdza Maja Kuryłło. – Nie ma reguły, kto wyjeżdża. Zależy to przede wszystkim od indywidualnych osiągnięć, zalet zawodowych i osobistych – dodaje.
Wyjazdy zagraniczne mogą być traktowane jako krótki epizod w karierze zawodowej, mogą też oznaczać wieloletnią nieobecność w Polsce. Na dłuższe wyjazdy można liczyć np. w L’Oreal. – Okres pobytu zależy od kontraktu, ale nigdy nie jest to okres krótszy niż jeden rok – mówi Maja Kuryłło. Na krótsze pobyty za granicą mogą liczyć pracownicy Philip Morrisa, choć i tam różnie to wygląda. – Są pracownicy, którzy spędzają za granicą kilka miesięcy, pomagając w nowych we wdrażaniu nowych rozwiązań w innych fabrykach – mówi Jarosław Pawłowski – Są też i tacy, którzy realizują kontrakty trwające rok lub dłużej. Wiele osób obejmuje jednak konkretne stanowiska w zagranicznych oddziałach i może tam spędzić nawet kilka lat.
Wyjazd do pracy za granicę jest niewątpliwie cennym doświadczeniem. Już samo zakwalifikowanie na kontrakt zagraniczny świadczy o dobrej ocenie wystawianej pracownikowi przez pracodawcę. A jeśli do tego dodać korzyści wynikające z pracy w zupełnie innych warunkach, w innej kulturze, codzienne posługiwanie się obcym językiem, dostęp do najnowszych technologii i rozwiązań (nie wszystko przecież jeszcze dotarło do Polski, wiele centrów badawczych na przykład mieści się tylko w krajach pochodzenia firmy, przy centrali), to okaże się, że wyjazd do pracy za granicę będzie najbardziej efektywnym – i efektownym – etapem rozwoju zawodowego. Wiążą z nim się jednak również pewne niedogodności - nie tylko długa rozłąka z rodziną czy krajem, ale także konieczność zaadaptowania się w nowym środowisku, przekonania do siebie nowych współpracowników, itp.
Jechać!
Rafał, który w strukturach jednej z firm FMCG przepracował kilka miesięcy w kraju Europy Zachodniej i ponad rok w jednym z biedniejszych państw Azji Południowo-Wschodniej zwraca uwagę na jeszcze jedno obciążenie związane z karierą międzynarodową. – Kiedy pracowałem na Zachodzie, codziennie musiałem udowadniać swoim szefom i kolegom, że mimo, iż jestem z kraju postkomunistycznego i bardziej zacofanego, to nie jestem od nich gorszy. Oni – z życzliwości – starali się dawać mi taryfę ulgową, której ja nie chciałem! – wspomina – Zupełnie inną sytuację miałem w Azji. Tam byłem traktowany niemal jako guru, który przyjechał i wszystko wie. To było chyba jeszcze bardziej obciążające, bo wiedziałem, że wiele osób liczy na moją pomoc. A ja wcale nie byłem zatrudniony na kierowniczym, bardzo odpowiedzialnym stanowisku! Nie zmienia to oczywiście mojej generalnej oceny obu wyjazdów – nauczyłem się tam bardzo wiele i każdemu, kto ma taką możliwość, serdecznie radzę – wyjeżdżajcie, korzystajcie z takiej szansy. Kilka miesięcy bez znajomych i rodziny można wytrzymać!
