Przyspieszenie kariery

2003-12-17

Trudno zostać menedżerem prosto po studiach. Ale można wziąć udział w programach organizowanych przez wiele firm, po których zajęcie stanowiska kierowniczego staje się niemal pewne.

Wiele firm oferuje absolwentom wyższych uczelni możliwość pracy połączonej z intensywną nauką. Nie akademicką, tylko polegającą na poznawaniu firmy. Uczestnicy programów menedżerskich spędzają na ogół po kilka miesięcy w różnych działach przedsiębiorstwa, poznając w krótkim czasie zasady, na jakich funkcjonują różne komórki firmy: sprzedaż, produkcja, finanse, HR…

Uczestnicy jednego z takich programów, Young Professional Program (Beiersdorf-Lechia S.A.) co sześć miesięcy zmieniają dział. Dzięki temu szybko dowiadują się, na czym polega praca w różnych miejscach naszej firmy. Stawia to uczestników w o wiele lepszej sytuacji, niż tych, którzy zaczynają pracę w jednym z działów i poznają, nawet dogłębnie, specyfikę tylko jednego miejsca pracy.

Ogólne i specjalistyczne

Pracodawcy mogą oczekiwać od kandydatów konkretnego wykształcenia – studiów z zarządzania, ekonomii lub inżynierii – ale nie jest to regułą. Niektóre firmy nie zwracają uwagi na skończony kierunek, przywiązując większą wagę do zainteresowań, dotychczasowego doświadczenia czy szeroko rozumianego potencjału. – Nasz program skierowany jest do studentów ostatniego roku i absolwentów różnych uczelni – mówi Krzysztof Drzyzga, uczestnik programu People Grow w Banku Millennium. – Uczestnikiem tego programu najłatwiej można zostać biorąc udział w konkursach organizowanych przez bank, takich, jak: Millennium Negotiation Game, Millennium Future czy Millennium Chance. People Grow trwa 2-3 lata, zależy od konkretnego przypadku. Każdy uczestnik ma swojego mentora, członka zarządu firmy, który dba o jego rozwój zawodowy.

Specjalną ofertę dla osób z wykształceniem technicznym ma Masterfoods Polska. – To właściwie odpowiednik programu Mars Business University, który jest już organizowany od lat. Składa się z trzech ośmiomiesięcznych etapów w różnych działach firmy, z tym, że bardziej związanych z częścią produkcyjną – mówi Monika Misztal, Graduate Activity Manager w Masterfoods Polska. – Po zakończeniu programu uczestnik obejmuje stanowisko menedżera w jednym z działów fabrycznych – produkcyjnym, inżynieryjnym, badawczo-rozwojowym, logistycznym. Program ten oczywiście jest skierowany tylko do studentów i absolwentów uczelni technicznych.

Dostać się ciężko

Programy menedżerskie są alternatywą dla tradycyjnej kariery w firmie, polegającej na rozpoczynaniu pracy od niskiego stanowiska i stopniowym awansowaniu na wyższe. Jednak z racji „przyspieszenia kariery”, jakie oferuje udział w takim programie, nie każdy może stać się jego uczestnikiem. Firmom, które przygotowują oferty dla młodych ludzi zależy, żeby były to osoby, które naprawdę się im przydadzą. Rekrutacja na te programy odbywa się na podobnych zasadach, jak na wyższe stanowiska. Wiadomo oczywiście, że absolwent nie będzie dysponował taką wiedzą, a zwłaszcza doświadczeniem, jakie posiada pracownik zatrudniony od kilku lat. Dlatego też podczas rekrutacji zwraca się uwagę na wiedzę i osiągnięcia kandydatów, ale nie mniejszą wagę przykłada się do cech charakteru, które decydują o tym, czy dana osoba będzie dobrym menedżerem.

 

Przyszły menedżer to nie tylko specjalista, ale i lider. Stąd też firmy organizują dla kandydatów aseessment center, podczas którego sprawdzają, czy kandydaci mają umiejętności niezbędne w przyszłej pracy – zarządzania ludźmi, projektami, negocjacji, motywowania, prezentacji, itd. Firmy jednak nie oczekują, że dwudziestopięciolatek będzie miał takie umiejętności, jak doświadczony menedżer. - Elementem naszego programu menedżerskiego - The Challenge Initiative, jest nauka i doskonalenie umiejętności kierowniczych - mówi Monika Ferdin z British American Tobacco Polska. - Uczestnicy programu poznają pracę w naszej firmie realizując konkretne projekty, przy których muszą współpracować, a z czasem i kierować, innymi osobami.

Angielski niezbędny

Często sprawdza się również znajomość języka angielskiego. Stażyści nieraz muszą kontaktować się z obcokrajowcami, mają również możliwość wyjazdu do pracy za granicę. Taką szansę stwarza m.in. Shell. – Przyjmowani do nas absolwenci uczestniczą w rozbudowanym programie rozwoju kadr – mówi Samira Starczynowska z działu personalnego. – Pierwszy etap programu to Develop, podczas którego stażyści przez trzy lata pracują pod okiem mentora. Co ciekawe, nie jest to ani przełożony, ani nawet starszy kolega z działu. Zależy nam bowiem w tym przypadku nie na przekazywaniu fachowej wiedzy, a raczej pewnych standardów, wartości i specyfiki naszego koncernu. Po tym czasie dokonywana jest ocena absolwenta. Jeśli jest pozytywna, ma szansę na udział w tzw. Go Project – wyjazd na dwa lata za granicę, najczęściej do kraju leżącego w zupełnie innej strefie kulturowej i geograficznej – do Brazylii czy nawet na Barbados.

Bliższe wyjazdy czekają uczestników People Grow: - Każdy przyszły menedżer wyjeżdża na trzymiesięczny staż do siedziby Banco Comercial Portugues, inwestora strategicznego Banku Millennium. Nie trzeba znać oczywiście portugalskiego, angielski wystarcza w zupełności – śmieje się Krzysztof Drzyzga.

Od podstaw

Uczestnictwo w programie menedżerskim znacznie przyspiesza tempo rozwoju kariery, jednak w pierwszym okresie stażyści poznają podstawy funkcjonowania branży - mówi Monika Ferdin. - Zaczynając pracę w dziale marketingu przez 12 miesięcy pełnią role przedstawicieli handlowych, najczęściej w obcym mieście - od podstaw poznają rynek, klientów, topografię. To pokazuje im, na czym polega praca tych, którzy za jakiś czas może będą im podlegali.

Podobnie jest w programie People Grow. – Jednym z moich obowiązków jest praca w charakterze dorady bankowego w jednej z placówek Banku Millennium – mówi Krzysztof Drzazga. – Przecież, żeby później zarządzać jakimś działem czy oddziałem, muszę wiedzieć, na czym polega praca moich podwładnych. A to najlepiej poznać z autopsji.

 

Decydujesz sam (prawie)

W niektórych firmach poszczególne etapy programów menedżerskich są ściśle określone, w innych – panuje większa swoboda i elastyczność. – Założeniem programu jest, by każdy stażysta w ciągu osiemnastu miesięcy pracował w trzech interesujących go działach firmy – mówi Inga Songin, uczestniczka Young Professional Program. – Tylko w ten sposób można sprawdzić, w czym czujemy się najlepiej. Zwłaszcza, że wyobrażenia studenta czy absolwenta o specyfice pracy w poszczególnych działach firmy często daleko odbiegają od rzeczywistości – dodaje inna uczestniczka programu.

Pewna „swoboda” panuje też w Banku Millennium. – Każdy uczestnik People Grow ustala wspólnie ze swym mentorem ścieżkę rozwoju zawodowego – mówi Krzysztof Drzazga. – Nie ma oczywiście pełnej swobody, plany muszą być dostosowane do potrzeb banku, ale nie ma też ściśle wyznaczonych ram czasowych programu czy też wyznaczonej kolejności „zaliczania” działów.

Korzyść obopólna

Programy menedżerskie czy rozwoju kadr wprowadzane są w różnych firmach coraz powszechniej. Korzystają na tym obie strony. Pracodawca – bo ma czas na dokładne przyjrzenie się pracownikowi i ocenienie, do jakiej pracy najbardziej by się nadawał. Pracownik – z tego samego powodu. W ciągu kilkunastu miesięcy trwania programu może się okazać, że wymarzona praca w marketingu wcale nie jest taka atrakcyjna jak się wydawało, a o wiele lepiej byłoby pracować np. w dziale controllingu czy sprzedaży. Przez ten czas również można dobrze poznać samą firmę, ludzi w niej pracujących, kulturę organizacyjną. To pomaga przy późniejszych decyzjach dotyczących dalszego przebiegu kariery zawodowej.

Pewien niepokój potencjalnych uczestników może budzić fakt, że często nazywani są w firmach stażystami. Jednak od strony formalnej zatrudnieni są, jak „normalni” pracownicy. Najczęściej – oczywiście po krótkim okresie próbnym – na umowę o pracę na czas nieokreślony. Z nazwą „stażysta” czy „uczestnik programu” nie wiążą się więc żadne negatywne konsekwencje od strony formalno-prawnej. Zwłaszcza, że pracodawcom zależy na takich pracownikach – ostatecznie po to przeprowadzali skomplikowane na ogół procesy rekrutacyjne, inwestowali w absolwentów, aby później przez dłuższy czas mieć pożytek z ich pracy