Walka o wizę

2002-07-13

- Znajomy załatwił mi pracę w Stanach Zjednoczonych, miałem pracować w dziale marketingu dużej firmy - mówi Marek, absolwent jednej z warszawskich szkół prywatnych - Niestety, nie pojechałem. Ambasada USA nie dała mi wizy.

Studenci mają wiele możliwości legalnych wyjazdów, zarówno wakacyjnych, typu „Work&Travel” czy „Au Pair”, jak i na odbywające się w różnych terminach praktyki zawodowe. Jednak często młodym Polakom nie udaje się dostać legalnej, stałej pracy za granicą, zwłaszcza na Zachodzie. Dzieje się tak najczęściej wtedy, gdy nie wyjeżdżają poprzez zorganizowany program wymiany, ale indywidualnie.

- Niestety, nie pojechałem – żali się Marek – Ambasada USA nie dała mi wizy z pozwoleniem na pracę. Amerykański urząd odpowiedzialny za napływ cudzoziemców do kraju, INS (Immigration and Naturalization Service) stwierdził, że Stany Zjednoczone nie potrzebują sprowadzać takiego pracownika jak ja.

Polacy nie mogą niestety przejrzeć ofert firm niemieckich czy norweskich, wysłać aplikacji, wsiąść w samolot i zacząć pracy. Od lat siedemdziesiątych w krajach Unii Europejskiej obowiązuje zakaz zatrudniania obywateli państw spoza niej – nie dotyczy to oczywiście wspomnianych wcześniej zorganizowanych wyjazdów uczniów i studentów.

- Nie rozumiem, dlaczego polskie pielęgniarki mają prawo masowo wyjeżdżać do niewielkiej Norwegii, i Norwegom to nie przeszkadza, natomiast jeden polski absolwent marketingu nie może pojechać do pracy do wielkich Stanów Zjednoczonych – skarży się Marek.

Odpowiedź jest prosta. Rynkiem pracy rządzą te same prawa, co rynkiem ekonomicznym – prawa popytu i podaży. W USA jest widocznie wystarczająco dużo marketingowców, natomiast w Norwegii brakuje pielęgniarek. W Szwecji lekarzy. A w Niemczech, USA, Irlandii, Australii i Singapurze – informatyków. I poszczególne kraje wpuszczają tylko osoby o tych specjalnościach, którymi są zainteresowane. Choć oczywiście zawsze są wyjątki...