Ciemna strona testów


- Siedziałem przez ponad godzinę w dusznej, gorącej sali, czekając z grupą kandydatów na rozdanie testów – pisze do nas jeden z użytkowników, który poznał ten etap rekrutacji z jego mrocznej strony.

 

Nie wszyscy pracodawcy traktują testy jako wystarczające narzędzie, które pozwoli im dobrze poznać kandydata. Część z nich decyduje się na organizowanie assessment centre, część jednak wybiera bardziej niestandardowe rozwiązania. Czytając list, jaki przysłał nam jeden z użytkowników, można się zastanowić, czy opisany sposób jest efektem jeszcze dużego bezrobocia i umiarkowanego szacunku, jakim w niektórych firmach cieszą się kandydaci, czy to jednak efekt przemyślanej strategii rekrutacyjnej.

Niezależnie od odpowiedzi na powyższe pytanie – sytuacja opisana przez Arka nie jest wyjątkowa. Pracownicy działów HR i konsultanci z firm doradztwa personalnego przyznają nieoficjalnie, że historia ta ich wcale nie dziwi...

Arek ubiegał się o pracę w dziale sprzedaży w jednej ze sporych firm z branży spożywczej. Znalazł ogłoszenie, że firma X potrzebuje specjalisty ds. zakupów, więc - mając już pewne doświadczenia w tej branży - wysłał zgłoszenie. Dość szybko zadzwonił do niego pracownik działu personalnego i zaprosił go na spotkanie.

Rozmowa kwalifikacyjna przebiegła szybko w miłej atmosferze, jednak potem Arek dowiedział się, że czekają go jeszcze testy. – Spytałem, o jakie testy chodzi, ale nie chcieli powiedzieć. Miałem się sam przekonać – opowiada. - Zaprowadzili mnie do sali, w której siedziało już kilka osób – jak się potem okazało – moim kontrkandydatów. I kazali "chwilę zaczekać". Chwila wydłużyła się do godziny... To był nowoczesny biurowiec, w którym nie można było otworzyć okien, bo była zainstalowana klimatyzacja. Niestety, nie działała...

List od Arka dostaliśmy kilka dni temu, w czasie największych upałów. Możemy się domyślać, w jakich nastrojach siedzieli kandydaci w dusznej, gorącej sali! – Byliśmy coraz bardziej zmęczeni i zniechęceni – pisze Arek – rosła w nas niechęć do firmy, ale co mieliśmy robić? Na pracy zależało każdemu.

- W końcu horror się skończył – klimatyzacja "się naprawiła". Do pomieszczenia weszła osoba, która prowadziła rekrutację i powiedziała, że przeprasza za małe zamieszanie i nasze niewygody, ale to był element rekrutacji – chcieli sprawdzić, komu naprawdę zależy na pracy i wytrzyma w takich warunkach. A po drugie – chcieli, żebyśmy byli tak umordowani, żebyśmy nie byli w stanie oszukiwać podczas testów!

Potem już było "klasycznie" – kończy swój list Arek – dostaliśmy testy, wypełniliśmy je i czekaliśmy na wyniki. Po kilku dniach zostałem zaproszony na kolejną rozmowę, teraz już jestem pracownikiem tej firmy. Z jednej strony – sukces i radość. Z drugiej jednak – niesmak pozostał...

Czy tego typu "sztuczki" są dopuszczalne podczas rekrutacji? Czy pracodawca może dowolnie "sprawdzać" przyszłego pracownika?

Magdalena Drygieniec, Asystent Konsultanta w firmie doradztwa personalnego DIVERSA:

Jako psycholog doskonale rozumiem potrzebę przeprowadzania eksperymentów na potrzeby nauki, jaką jest psychologia. Pewnych cech czy zachowań nie można zbadać tylko przy pomocy kartki papieru.

Jednak trzeba podkreślić, że do przeprowadzania badań psychologicznych uprawnieni są jedynie psychologowie. Aby wyniki badania były wiarygodne i jakolwiek miarodajne, musi być ustalona rzetelność testu: czyli taka cecha testu psychologicznego, która oznacza, że narzędzie zawsze, konsekwentnie mierzy te same czynniki.

Pociąga to za sobą wymóg spójności testu w czasie (po upływie pewnego czasu powtórzenie badania testem na tej samej grupie badanych powinno dać zbliżone wyniki); oraz trafność testu: czyli sprawdzenie czy test mierzy właśnie to, co miał zgodnie z intencjami twórców mierzyć.

To są podstawowe założenia etyczne dla wszystkich psychologów posługujących się testami psychologicznymi badającymi psychikę człowieka. Wątpliwość budzi czy ci "nie-psychologowie" badający w ten sposób kandydatów uwzględnili te podstawowe kryteria miarodajności testu. Czy pamiętali, że zmęczenie, wyprowadzenie z równowagi, irytacja przed badaniem – mają istotny wpływ na wyniki testu i z pewnością nie wykluczają "oszukiwania na teście"?

Jeśli pracodawca chciał zbadać podatność pracowników na stres – mógł zastosować  narzędzia w postaci odpowiednio dobranych testów lub w porozumieniu z psychologami, zaaranżować inną praktyczną, sytuację badającą podatność np. na stres.

Trafnym wyborem może być zorganizowanie tzw. Assessment Center. W trakcie kilkugodzinnych sesji obserwuje się wówczas zachowania kandydatów  w zaaranżowanych scenkach i/lub krótkich zadaniach do zrealizowania samodzielnie bądź w grupie. 

Jak wspomniałam jako psycholog dopuszczam i rozumiem pewne intencjonalne wywieranie wpływu na osobę lub grupę osób tak, aby realizowała ona działania zaspokajające potrzeby badaczy, ale tylko - podkreślam - na użytek precyzyjnie skonstruowanego i kontrolowanego badania. Z pewnością opisany przypadek nie spełniał tych warunków.