Neworking, jak wiele innych biznesowych zjawisk, przywiało z Ameryki. I - tak jak wiele innych rzeczy - próbowano wrzucić na rynek, a "potem się zobaczy". Polacy chętnie korzystają z amerykańskich rozwiązań. Wiele z nich już się przyjmowało, dlaczego więc nie networking?
Dziś mamy wielu orędowników networkingu, wychwalających jego siłę i nieoceniony wpływ na biznes i karierę. Mamy stowarzyszenia, organizacje networkingowe i ambasadorów tego zjawiska. Wiele wydarzeń i spotkań biznesowych rozpoczyna się sesją networkingową, podczas których jeszcze przed chwilą obcy sobie ludzie wymieniają się wizytówkami, opowiadają o swoich przedsięwzięciach z nadzieją, że znajdą kontrahenta, partnera, klienta, inwestora, pracodawcę.
Cytując Grzegorza Turniaka - zdecydowanie największego orędownika tej koncepcji w Polsce, jakiego znam, "networking jest świadomym procesem wymiany informacji, zasobów, wzajemnego poparcia i możliwości, prowadzonym za pomocą wzajemnie korzystnych kontaktów".
Zarzucając sieć... kontaktów
Z drugiej strony, jeśli przyjrzeć się nawykom Polaków, to nie mają oni odwagi nawiązywać kontaktów, rozpatrywać ich przez pryzmat wzajemnych korzyści i możliwości, jakie dają. Polacy krygują się, stojąc pod ścianami podczas wydarzeń, w kątach, "kisząc się" we własnym sosie i nie potrafiąc poznawać nowych ludzi. Jako częsty uczestnik konferencji jestem tego naocznym świadkiem. Co innego, jak ktoś nas "wprowadzi", przedstawi - od razu lepiej. Na co dzień pracujemy w wielu środowiskach, mamy wiele znajomych, ale nie do końca potrafimy to wykorzystać.
Z innej strony patrząc: mamy złe skojarzenia z networkingiem, który jest utożsamiany z "kolesiostwem", protekcją i wykorzystywaniem znajomości. Słyszymy, że nie ma pracy, bo ludzie załatwiają ją sobie po znajomości. Takie przekonanie wciąż jest zakorzenione w świadomości Polaków. Architekci Kariery powtarzają jednak, że czasy "kolesiostwa" się skończyły - przynajmniej w świecie biznesu. Tu nikt nie zaryzykuje własnego nazwiska i nie zarekomenduje osoby, wydarzenia czy przedsięwzięcia, co do którego ma wątpliwości. Podobne działania skazują bowiem na utratę wiarygodności.
Czy zatem polski networking jest w stanie wspierać rozwój kariery? Oczywiście, że tak. Musi tylko uwzględnić polską specyfikę. Jest kilka zjawisk networkingowych, które świetnie sprawdzają się na polskim rynku.
Networking branżowy
Znam stałe inicjatywy, które nieformalnie łączą entuzjastów jednego tematu, chcących rozwijać się w danym obszarze. Są to inicjatywy otwarte, ale zazwyczaj nowe osoby są wprowadzane na zasadzie zaproszenia przez jednego z uczestników takich spotkań. Uczestniczyłam w grupie HR Networking Group czy Coaching Support Group - bardzo cenne przedsięwzięcia. Ale tam nikt nikogo nie przymusza do wymiany wizytówek. Każdy przychodzi, bo jest zainteresowany tematem. Dzięki temu można się dowiedzieć, co się dzieje w branży, co słychać w poszczególnych firmach, poznać "best practices". Jest okazja, by poznać nowe rozwiązania, stosowane w branży i powymieniać opinie, ale także zaprezentować siebie.
Te grupy rzeczywiście stwarzają możliwości biznesowe, bo na przestrzeni czasu i spotkań można zobaczyć, jak inni myślą, jakie mają doświadczenia i czy nam po drodze od strony osobowości. Wówczas jest szansa na zalążek nowej inicjatywy, propozycji współpracy. Ważne jest, żeby wejść do takiego środowiska, zanim będę chciał z niego coś wyciągnąć dla siebie. Najpierw trzeba zainwestować, zaangażować się, pokazać z jak najlepszej strony. Wówczas zwrot może być zdecydowanie większy.
Stowarzyszenia branżowe
Zagościły w Polsce na dobre. Polacy chętnie się zrzeszają, bo w grupie czują siłę, mogą wprowadzać zmiany nawet na poziomie rozwiązań legislacyjnych. Poza tym kreuje się tam władze, strukturę i systemy - a to Polacy również kochają. Dodatkową wartością jest możliwość współpracy, wprowadzania standardów jakościowych na danym rynku, przeciwdziałania psucia rynku i dbania o interesy grupy. Znam wiele przyjaźni i interesów oraz współpracy, które narodziły się i rozwijają dzięki stowarzyszeniom. Bo aby w stowarzyszeniu zaistnieć, ludzie muszą działać i współpracować. Wówczas, wedle porzekadła, "po czynach go poznacie". Nie trzeba udowadniać, ile się jest wartym i że ma się ciekawą ofertę. Pod warunkiem, że było się wcześniej aktywnym i dało się poznać z dobrej strony.
Spotkania networkingowe otwarte (zebrania, wydarzenia)
Uczestniczyłam w kilku takich wydarzeniach. Nie przypominam sobie jednak, żeby to pomogło mi rozwinąć biznes albo zrekrutować pracownika. Miałam natomiast kilka telefonów i maili z ofertami różnych produktów, usług i pytań. Na takie spotkania przychodzi wielu sprzedawców, którzy chcą zaprezentować swój produkt. A ja się wówczas czuję wystawiona na cel. Może nie potrafiłam wykorzystać potencjału takiej sesji, a może nie jestem odpowiednią osobą do takich praktyk. Zbyt dużo ludzi z "różnych bajek", których nic nie łączy, oprócz idei wymiany wizytówek i nawiązania relacji, które mnie, zawierane w ten sposób, wydają się sztuczne. Odkryłam, że niektóre osoby zniechęciło to do stosowania networkingu tak rozumianego.
Rekomendacje osobiste
To najszybciej rozwijająca się praktyka. Już chyba wszyscy korzystają z rekomendacji. W świecie, gdzie panuje wszechobecna przeciętność, gdzie nie ma idealnych rozwiązań, perfekcyjnych pomysłów i doskonałych kandydatów, rekomendacje zwiększają szanse na powodzenie: przedsięwzięcia, wdrożenia, rekrutacji. Rekomendacje to pomysł na szybką informację, unikanie błędów i trafniejsze decyzje rekrutacyjne. Osoby, które dostają rekomendacje, dostają jeszcze coś znacznie cenniejszego. Kilka dodatkowych punktów na starcie. W ostatecznej rozgrywce to one niejednokrotnie przeważają. Rekomendacje genialnie działają - pod warunkiem, że osoba rekomendująca cieszy się zaufaniem i wiarygodnością.
Zarządzanie własną (prywatną) siecią kontaktów
To wychodzi przeciętnemu Kowalskiemu najsłabiej. Mamy wiele kontaktów, które mają kontakty do innych. Ale nie potrafimy tymi kontaktami zarządzać. Brak nam podejścia sprzedażowego. Prywatne kontakty zostawiamy na czas "po pracy". Dlatego też, kiedy mamy ciekawe przedsięwzięcie, szukamy pracy lub potrzebujemy pomocy, nasi znajomi dowiadują się o tym ostatni. Nasi klienci wstydzą się mówić o tym, że szukają pracy - jakby to był wstydliwy temat. A jeśli już się odważą, pytają: "słyszałeś o jakiejś pracy dla mnie?".
Ja w takim przypadku lekko poirytowana odpowiadam: "Słyszałam, w Biedronce szukają do pracy przy kasie!”. Na litość boską - nie oczekujmy, że nasi znajomi będą potrafili natychmiast wejść w nasze buty i generować dla nas rozwiązania. Pomóżmy im pomagać nam! Wyślijmy swoje CV, którego nie będzie wstyd przesłać dalej, powiedzmy jakiej konkretnie pracy szukamy, najlepiej byłoby przedstawić listę firm, którymi jesteśmy zainteresowani. Wówczas przejrzenie tej listy i sprawdzenie, czy mamy tam jakąś znajomą osobę, u której można zaciągnąć języka, zajmuje nam max. 3 minuty i nie wydaje się nam trudnym zadaniem. Wówczas to działa.
W innym przypadku, jeśli mam otworzyć CV, którego nie da się pokazać pracodawcy, nie wiem, co ta osoba teraz chce robić i gdzie chce szukać pracy, to czas, który muszę spędzić na poprawienie CV i zebranie tych wszystkich informacji, skutecznie mnie zniechęca!
Zauważyłam, że jedynie osoby działające w systemie network marketing, branży ubezpieczeniowej i finansowej potrafią docenić i skutecznie wykorzystywać sieć prywatnych kontaktów. Wiedzą, że tutaj bazuje się na osobistej marce, nie trzeba czasu na budowanie zaufania, wiarygodności - je się ma niejako "na wejściu". I oczywistością będzie konstatacja, że te systemy świetnie się w Polsce rozwijają.
Chociaż sama wierzę, że pomysły, biznesy i projekty rozwijają się dzięki relacjom, nie jestem przekonana, czy "wizytówkowy networking" w Polsce się sprawdza. Nie stoją za nim prawdziwe relacje. Żeby natomiast budować prawdziwe więzi, trzeba być obecnym w życiu innych ludzi. Trzeba te relacje podtrzymywać i prowadzić nieustanną komunikację. Głównie poprzez osobiste kontakty.
Częstym weryfikatorem prawdziwości naszych relacji jest zmiana w naszym życiu. Kiedy tracimy pracę, mamy problemy albo potrzebujemy pomocy - zmienia się układ interesów wokół nas i obnaża prawdziwą wartość naszych relacji. To pokazuje, kim jesteśmy dla innych ludzi. Bez względu na wszystko, relacje warto pielęgnować. W dobie, kiedy się tak genialnie rozwijają social media - Facebook, Linkedin, Goldenline i Profeo pękają w szwach od komunikatów, newsów i propozycji. Takie relacje nie jest trudno utrzymywać. Jest to co prawda czasochłonne, ale gdyby się chciało z tymi wszystkimi ludźmi, którzy nas czytają, utrzymywać relacje "face to face", to doba by się stała za krótka.

