Zapłacić frycowe
Pracownik chce zarabiać jak najwięcej, pracodawca chce płacić jak najmniej. Jednak chcąc zatrudnić dobrego pracownika, trzeba mu zapłacić więcej niż przeciętnemu. Ale jak stwierdzić, ile naprawdę się należy?
Kwestie wynagrodzenia, podobnie jak wszystkie inne związane z biznesem, reguluje rynek i prawodawstwo. W przypadku pensji prawo reguluje tylko pobory sfery budżetowej, czyli tej opłacanej przez budżet – lekarzy, nauczycieli, policjantów czy urzędników. Pozostałe reguluje rynek.
Upraszczając, można powiedzieć, że im większe bezrobocie, czyli większa podaż pracy, tym niższe pensje. Oczywiście nie zawsze, ale skoro jest wielu chętnych na jedno stanowisko, nie ma powodu, aby pensje były bardzo wysokie.
Piętnaście procent
W wielu poradnikach popularną wskazówką jest "powiedz 15% więcej, niż naprawdę chciałbyś zarabiać". Dzięki temu zostaje pole do negocjacji, po których można uzyskać zadowalający poziom wynagrodzenia. Ale nie ma odpowiedzi na pytanie, od jakiej kwoty wyliczyć te piętnaście procent.
Kandydat przygotowujący się do rozmowy kwalifikacyjnej powinien nie tylko zorientować się, czym zajmuje się firma, jaka jest sytuacja w całej branży, ale i jakie płace otrzymują ludzie w niej zatrudnieni. Nie zawsze jest to łatwe, ale pamiętać trzeba, że co pewnie czas publikowane są różnego rodzaju listy płac – choćby internetowa lista płac Pracuj.pl lub w "Gazecie Wyborczej".
Dobrą metodą jest również zorientowanie się, czy ktoś ze znajomych nie pracuje w tej branży lub na podobnym stanowisku. – Networking jest bardzo skuteczną metodą – mówi Tomasz Szaynok, partner w firmie doradztwa personalnego Signium International – każdy ma, choćby z czasów studenckich, znajomych, którzy pracują lub pracowali w różnych miejscach. Ich można zapytać, ale z jednym zastrzeżeniem. Od podawanych płac należy odjąć 20%. Większość ludzi nieco zawyża swoje dochody, ma opory przed przyznaniem się do niskiego (w ich mniemaniu) wynagrodzenia. Rzadziej zdarza się, że zarobki są zaniżane – dotyczy to raczej tylko osób z wysokimi dochodami.
Jeśli znajomi zawodzą, pozostają jeszcze firmy doradztwa personalnego i pracy czasowej. Tam często można uzyskać informację o płacach w danej branży czy grupie stanowisk. Pozostają też jeszcze fora internetowe i listy dyskusyjne, np. pl.praca.dyskusje.
A jeśli już wiemy, jaka jest średnia płaca w danej branży, ile przeciętnie zarabia człowiek na określonym stanowisku – to co dalej? I tak nie wiemy, ile może nam zapłacić akurat ta firma i jak ocenić (na ile wycenić) swoje kompetencje.
Rynek pracodawcy
- Przy poziomie bezrobocia w okolicach 20% to pracodawca dyktuje warunki – mówi Tomasz Szaynok. – I wie on, że jak nie zatrudni jednego kandydata, na jego miejsce czeka dziesięciu następnych. Dlatego też trudno negocjować płace. Jeśli pracodawca zaproponuje określoną kwotę, to początkujący pracownik ma bardzo małe możliwości manewru.
Wiadomo np., że asystentka w Warszawie zarabia 1500-2500 złotych. Jeżeli przyszły szef proponuje 800 zł, to wiadomo, że jest to płaca zdecydowanie niższa od przeciętnej. I wówczas można dyskutować. Ale jeśli propozycja brzmi 1500, czyli mieści się w widełkach, niedoświadczony pracownik nie powinien dyskutować.
Co zrobić, jeśli pracę musimy podjąć, ale oferowane wynagrodzenie nas nie satysfakcjonuje? – Początkujący pracownik musi "zapłacić frycowe" – zapewnia Tomasz Szaynok. – Dopiero osoba z jakimś doświadczeniem zawodowym może starać się narzucać swoje warunki.
Ale nie oznacza to, że nie ma żadnych sposobów na podwyższenie wynagrodzenia. Zawsze można przecież spróbować wynegocjować jakieś świadczenia dodatkowe – telefon komórkowy, dofinansowanie zajęć sportowych, darmowe posiłki.
Możliwości jest wiele i warto przynajmniej spróbować z nich skorzystać. Dla tych, którym jednak najbardziej zależy na świadczeniach finansowych, pozostaje jeszcze jednak metoda: "800 złotych na miesiąc? Dobrze, ale po trzech miesiącach, po okresie próbnym, umawiamy się na 1500".
Ta metoda może okazać się skuteczna – przez kilkanaście tygodni pracodawca będzie się mógł przekonać, jak wartościowego straci, jeśli nie da mu podwyżki. Sytuacja na pewno się zmieni, gdy spadnie bezrobocie – wtedy kandydat do pracy będzie miał większy wpływ na wysokość pensji. Na razie – musi się dostosować.

